poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział 23 - Co znowu wymyślił?

~Oczami Clary~

Obudziłam się, więc delikatnie otworzyłam oczy. Pokój skąpany był w złotych promieniach słonecznych, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów, dokładniej jaśminu i lawendy. Dotknęłam prawą ręką miejsca obok mnie, a dzięki lewej podniosłam. Byłam w łóżku sama. Spojrzałam na miejsce gdzie powinien leżeć mój ukochany, ale zamiast niego znalazłam gałązke jaśminu i liścik. Natychmiast podniosłam karteczkę i ją otworzyłam

Ukochana,
Pewnie zdziwił Cię brak mojej skromnej i przystojnej osoby z rana w łóżku, ale mam dla Ciebie niespodziankę. Kieruj się liścikami, oraz postępuj zgodnie z moimi zasadami. W łazience znajduje się kolejna kartka.
PS. Kocham Cię
Twój Jace

Co ten blondyn znowu wymyślił? Chcąc czy nie chcąc posłusznie skierowałam się do łazienki. W pomieszczeniu na koszu na brudne ubrania zobaczyłam zawiniątko, ale postanowiłam podejść najpierw do umywalki z lustrem by się odświeżyć i ogarnąć. Gdy myłam zęby zauważyłam kolejną kartkę. Po dokładnym wytarciu twarzy zaczęłam czytać.

Moja Clary,
W łazience na koszu znajduje się jedna z kilku niespodzianek dzisiaj. Odwiń ją a potem załóż. Gdy to wykonasz odczytaj liścik dołączony do paczuszki.
PS. Kocham Cię mocno!
Chyba wiesz kto :-)


Podeszłam jak najszybciej do paczki i ją odpakowałam. Znajdował się w niej śliczny zestaw, który miałam założyć.

Uczyniwszy to podniosłam kolejną wiadomość od złotookiego

Najdroższa,
Wyglądasz przepięknie i nie muszę Cię widzieć by móc to stwierdzić.Kieruj się na taras, a tam czekać będą na Ciebie dalsze instrukcje.
PS. Kocham Cię jeszcze mocniej i tęsknie!
Młody Bóg

Na Razjela w co on się ze mną bawi? Co planuje? Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie, a na żadne nie znałam odpowiedzi. Nogi zniosły mnie po schodach, przeszły przez kuchnie by móc wyjść na taras, na którym rzekomo czeka na mnie ciąg dalszy zabawy.
Rozsunęłam szklane drzwi i wyszłam. Coś a raczej ktoś założył mi na głowę worek i obezwładnił. Wystraszona krzyczałam ile sił w płucach, oraz wierciłam co nie miara. Myślałam, że zejdę z tego świata gdy usłyszałam tak dobrze znany mi głos.

- Skarbie, to tylko ja. To tylko Twój Młody Bóg – wyszeptał spokojnym tonem do mojego ucha. Na te słowa uspokoiłam się
- Chyba chcesz zostać wdowcem. Czy ten worek koniecznie jest potrzebny? - zapytałam
- Tak, jest bardzo potrzebny Panno Ciekawska – odparł po czym wziął mnie na ręce i ruszył w nieznanym mi kierunku w nieznane mi miejsce.

Słońce delikatnie ogrzewało moją skórę, wiatr pieścił materiał sukni, a do nosa dochodził zapach morza. Ciekawe gdzie jesteśmy. Mój ukochany nie odezwał się ani słowem odkąd znalazłam się w jego ramionach. Nagle bez żadnego uprzedzenia zostałam postawiona na ziemi. Pod obcasami poczułam podłogę, postukałam trochę i okazała się ona drewnianymi panelami. Jace delikatnie ściągnął mi worek z głowy, w którym czułam się jak porwany dla okupu człowiek, bym ujrzała gdzie jesteśmy.
Znajdowaliśmy się w altance tuż nad brzegiem morza. Niedaleko widziałam bujną oazę zieleni. Rozejrzałam się po drewnianej konstrukcji. Na podłodze stał niski stoliczek obładowany przeróżymi talerzami potraw, a koło niego leżały poduszki. Usiadłam na jednej z nich, która o dziwo okazała się bardzo miękka.
Spojrzałam na blondyna z miłością, wyglądał teraz o wiele lepiej i młodziej dzięki uśmiechowi ozdabiającym jego piękną twarz.

- Jace, czy Ty to wszystko przygotowałeś sam?
- Tak aniele. Dla Ciebie mogę robić to codziennie – odpowiedział siadając jak najbliżej mnie po czym chwycił moją dłoń
- Uważaj bo wykorzystam Twoje słowa i zostaniesz kurą domową a ja najlepszą nocną łowczynią – powiedziałam chichotając delikatnie na co Jace zareagował podobnie
- Choćbym przytył i wyłysiał, co na szczęście jest niemożliwe, i tak byłbym lepszy od Ciebie skarbie
- Taaa. A wracając do niespodzianki to jesteś kochany, wiesz o tym?
- Tak, wiem. Ktoś mi kiedyś o tym nawet mówił i nie wiem czy to nie byłem przypadkiem ja sam by urozmaicić swój związek z moim ego. Clary, dla takiej żony jak Ty jestem w stanie choćby wznieść się ku niebu by chwycić gwiazdkę jeśli tego zapragniesz – gdy skończył mówić do moich oczu napłynęły łzy, a usta odnalazły jego. Połączyliśmy się w pocałunku przepełnionym miłością, czułością, pożądaniem a nawet wzruszeniem. Moje ręce powędrowały do guzików jego koszuli
- Clary, proszę zjedz najpierw a potem wrócimy do mojej koszuli – wymruczał a ja posłusznie spojrzałam na stolik by coś wybrać

Było wiele moich ulubionych potraw, więc wybór nie był łatwy. Nałożyłam sobie sałatki z grzankami i jajkiem w koszulce, wołowinę z ryżem w pięciu smakach, a na deser mus czekoladowy z pomarańczową galaretką. Do tego wszystkiego nalałam sobie dość sporo czerwonego wina i mogłam się delektować wszystkim. Ciekawa byłam jak on to wszystko przygotował, ale postanowiłam o to nie pytać.
Po skończonym posiłku wróciliśmy do naszego domku spacerując brzegiem plaży. Wspólnie mogliśmy obejrzeć zachód słońca. Niebo skąpany w czerwieni, różu i pomarańczy, a chmury muśnięte jakby pędzlem. Widok był przepiękny, aż miałam ochotę go namalować. Zrobię to jutro.
W domu nim zajęłam się ukochanym postanowiłam spojrzeć na telefon, ponieważ nie ma nas już 25 dni i coś mogłoby się dziać nim byśmy wrócili. Na wyświetlaczu widniało 17 nieodebranych połączeń od Luke'a i Jonathana. Zadzwoniłam do ojczyma, który odebrał zaraz po trzecim sygnale.

- Clary! Dzięki Bogu nic Ci nie jest?! - zapytał z troską, a zarazem z nutą niepokoju
- Mnie? Wszystko w porządku. Czy coś się stało?
- Skarbie, słuchaj ... nie mówiliśmy Ci nic żeby Cię nie martwić... ale Jocelyn 5 dni temu została porwana – urwał a mnie ogarnęła fala wściekłości. Blondyn przyglądał mi się w kompletnej ciszy.
- Ale znaleźliście ją prawda? Co z nią? Co z dzieckiem? Kto to zrobił? - zadawałam pytanie za pytaniem, aż w końcu zamilkłam nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi
- Słońce, chodzi o to... że... Twoja mama została znaleziona... martwa. Strasznie mi ... - dalej nic nie usłyszałam bo upuściłam telefon, który roztrzaskał się i pobiegłam na górę.

Zamknęłam drzwi na klucz, podsunęłam krzesło by zablokować wejście, wbiegłam do łazienki i zrobiłam to samo co przed chwilą w sypialni. Chciałam być teraz całkowicie sama.
Moja mama.. nie żyje. Najwspanialsza kobieta na świecie.. na dodatek w szóstym miesiącu ciąży..
Rozpłakałam się na dobre i osunęłam na podłogę. Dlaczego nikt mi wcześniej nie powiedział? Może bym to zmieniła, a mama dalej by żyła? Na pewno tak mogło być. To niemożliwe bym nic nie mogła na to poradzić. Usłyszałam dobijanie się do drzwi.

- Clary! Błagam Cię! OTWÓRZ! Musimy wracać... Wiem, że Ci ciężko, ale otwórz te cholerne drzwi! - wysyczał ostatnie zdanie przez zęby. Krzyczał i walił aż w końcu sobie odpuścił. Zrobił to bo wie, że nic nie wskóra

Tak mijały godziny. Co około trzy godziny Jace przychodził, powtarzał swoją formułkę o otwarcie drzwi, a gdy nie reagowałam po prostu odchodził.
W ten oto sposób minęły 2 dni. Następny był podobny. Nie czułam żadnego głodu czy pragnienia, czułam tylko i wyłącznie smutek z wielką domieszką rozpaczy. Tego dnia blondyn nie przyszedł ani razu. Czwartego dnia około wieczora postanowiłam wyjść z mojego azylu. Szukałam wszędzie mojego męża dopóki nie natknęłam się na kartkę przypiętą do lodówki

C.
Wróciłem do Instytutu. Wolałem zostawić Cię samą. Przyjdziesz do nas kiedy będziesz gotowa stanąć oko w oko z rzeczywistością.
PS. Kocham Cię i przykro mi z powodu Jocelyn.
J.

Podjęłam decyzję by ogarnąć się i za pomocą bramy przenieść do Instytutu. Gdy to zrobiłam narysowałam ją na wolnej ścianie. Pomyślałam o miejscu w Nowym Jorku stworzonym by pomagać Nocnym Łowcom takim jak ja, Jace, Jonathan i moja mama. Wkroczyłam w portal, a następnie...



NIE ZABIJAJCIE I NIE NASYŁAJCIE CLAVE!

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 22 - Nowa

~Oczami Isabelle~

Clary i Jace wyjechali w podróż poślubną. Mam nadzieję, że dobrze się bawią choć nie ma ich dopiero 2 tygodnie.
Sprzątanie po weselu trwało dość długo, ale naszą zgrabną ekipą z Magnusem i Jonathanem na czele poradziliśmy sobie migiem. Wróciliśmy wszyscy z Alicante w bardzo dobrych humorach po szampańskiej zabawie. No może nie do końca ja miałam wyśmienity nastrój, ale kto go ma po zobaczeniu jak Twój były dobiera się na oczach innych do jakiejś dziewczyny? Cóż było minęło, najważniejsze, że mam Jonathana.
Dziewięć dni temu po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawił się nowy nefilim w Instytucie. Była to wysoka, zgrabna blondynka o zielonych oczach. Przedstawiła się jako Tris, oraz że rodzice niedawno wysłali ją do Instytutu w Moskwie a oni odesłali ją do nas. Ma 17 lat, ale mogę przysiąc, że wygląda młodziej. To dobrze, ponieważ za kilka lat będzie mogła wmawiać, że jest młodsza bo nie będzie miała takich zmarszczek.
Zauważyłam, że dziewczyna dosłownie przystawia się do facetów. To na naszym polowaniu podrywała podziemnych przy barze, a innym razem próbowała Jonathana. Obawiam się, że będzie próbowała podobnych sztuczek na Jac'ie co może zdenerwować rudowłosą. Na szczęście brat Clary jest złotym facetem i niedawno zapytał czy nie zostanę jego dziewczyną. Zgodziłam się.
Mój chłopak cały czas się stara i zabiega o mnie, co denerwuje tą nową gdyż on zlewa jej flirty i wzdychania. Ostatnio coraz więcej chwil spędzamy razem, ale zdecydowaliśmy się, że nie będziemy się śpieszyć w naszym związku. Mi to odpowiada, ponieważ po tej całej aferze z Simonem troche się obawiam...

Obudziły mnie dziś promienie słoneczne. Przetarłam delikatnie oczy i podeszłam do okna. Słońce świeciło w najlepsze a na niebie nie było ani jednej chmurki. Pośpiesznie wzięłam ciepły prysznic, wysuszyłam włosy i spięłam wysoko. Następnie wykonałam delikatny makijaż z różowym cieniem i czarną kreską na powiece. Ubrałam się w coś lekkiego a zarazem podkreślającego to co we mnie najlepsze.

Popędziłam do kuchni przyszykować sobie kanapki z szynką,serem,sałatą i pomidorem. Gdy weszłam do pomieszczenia napotkałam wzrok tej blondyny próbującej zagadać Jonathana. Natychmiast jak mnie zobaczył wstał, podszedł do mnie a potem złożył na moich ustach czuły pocałunek. Zarzuciłam mu ręce na szyje i cieszyłam się tą chwilą. Nie wiem kiedy do kuchni wszedł Alec

- No cóż nie chcę przerywać – w tym momencie odchrząknął – Ale mamy dzisiaj ważną misje. Na obrzeżach miasta znajduje się gromada demonów. Gdy się ściemni idziemy tam wszyscy, bez wyjątku – powiedział surowo i usiadł przy stole popijając kawe

Poranek minął dość miło gdyby nie ta dziewczyna. Jest tu tak krótko a już mi działa na nerwy. W sumie Clary też taka była,ale ostatecznie się polubiłyśmy, a na domiar wszystkiego jesteśmy siostrami.
Żeby nie stracić formy postanowiłam zrobić sobie trening. Przebiegłam kilka kilometrów, porzucałam sztyletami do tarczy, wykonywałam ćwiczenia siłowe a na koniec zajęłam się ścianką wspinaczkową. Wszystko poszło mi bardzo gładko, więc po skończonym wysiłku wzięłam prysznic i wyszłam do Taki gdzie miał czekać na mnie Jonathan. Weszłam do knajpki i natychmiast zaczęłam szukać go wzrokiem. Był tam. Podeszłam do stolika, przywitałam się, a następnie usiadłam.

- Hej skarbie, jak trening? - zapytał spogladając z karty na mnie
- No cóż bardzo dobrze, a Ty co robiłeś przez ten czas? - szukałam czegoś dobrego w menu, ale zdecydowałam się na pierś kurczaka z warzywami i ryżem, a do tego sałatka z ogórkiem.
- Podeszła do nas kelnerka natychmiast zapisując zamówienie.
- Ja w sumie nic szczególnego. Czytałem trochę o historii nefilim a potem oglądałem jakiś durny latynoski film – powiedział ziewając przy tym


Prowadziliśmy dyskusję o wyjątkowych talentach wśród nocnych łowców. Niestety niewiele z nas je posiadało. Najbardziej spektakularny był dar Clary do tworzenia nowych run, które okazały się bardzo przydatne. Po udanym obiedzie poszliśmy na spacer do parku, usiedliśmy na jednej z ławeczek przy fontannie i oglądaliśmy to co dzieje się wokół nas. Przytulające się pary i bawiące dzieci to cudowny widok. Miłość wraz z radością jest wszędzie.
Sama chciałabym mieć kiedyś takie maleństwo, które nosiłabym 9 miesięcy pod sercem. Powoli zachodziło słońce, więc postanowiliśmy wrócić do Instytutu. Od razu pobiegłam na górę przebrać się w strój bojowy.

Zeszłam do holu i wraz ze wszystkimi tj. Jonathan, Alec i Tris wybraliśmy się na obrzeża Nowego Jorku. Gdy dochodziliśmy do miejsca mój brat gwałtownie się zatrzymał, a my zrobiliśmy to samo.

- Pamiętajcie ich tam jest dość sporo. Jonathan Ty osłaniasz mnie, a Tris Isabelle. Chodźmy

Mój brat był na prawdę bardzo dobrym przywódcą. Skierowaliśmy się w uliczkę, w której rzekomo miały być demony i stanęliśmy jak wryci. Było ich tam około 15-20. Jak damy sobie z nimi radę to chyba będzie cud.
Rozpoczęła się walka, więc ustawiliśmy się w szyku bojowych. Każdy z nas miał osobę, która nas osłaniała i jednocześnie my mieliśmy osłaniać ją. Stanęliśmy w parach plecami do siebie, a stado atakowało nas. Idealnie odbieraliśmy ataki, blokowaliśmy i podcinaliśmy przeciwników by na końcu zanurzyć w nich serafickie ostrze. W pewnym momencie odwróciłam się i nie widziałam Tris. Gdzie ona jest do cholery?
Walczyłam właśnie z dwoma napastnikami aż poczułam przeszywający mój bok, oraz ramię ból. Kurwa no to już chyba po mnie. W momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami i opadłam na ziemię.


Obudziłam się w skrzydle szpitalnym. Delikatnie otworzyłam oczy przyzwyczajając się do światła panującego w pokoju. Przy mnie siedział Alec. Natychmiast się rozpromienił na widok mnie, żywej.

- Iz tak się bałem! Co się tam wydarzyło? - zapytał trzymając moją ręke, a w jego oczach malowała się troska
- Ta pizda przestała mnie osłaniać! Szukałam jej wzrokiem, ale zaatakowała mnie dwójka demonów. Wszystko było dobrze dopóki coś mnie nie zaatakowało z tyłu robiąc mi plecy! Powinno się ją za to ukarać – wysapałam do niego, przerwał naszą rozmowę dźwięk telefonu, który leżał na szafce.
- Halo? - zapytałam
- Isabelle! Wszystko dobrze? - no tak Clary, zapomniałam, że to moja parabatai
- Tak, już jest okej. Po prostu małe problemy na wczorajszym polowaniu. Hej kiedy wracacie?
- Za jakieś 10 dni. Nie mogę się doczekać aż wrócę i będziemy mogły porozmawiać. Przepraszam Cię, ale muszę iść. Trzymaj się Izzy. Pa
- No cześć kochana – powiedziałam i się rozłączyłam. Spojrzałam na brata
- Spokojnie, odpowie za to przed Maryse. Teraz wypoczywaj – wyszeptał, a następnie pocałował mnie w czoło
- Alec, a gdzie jest Jon?
- Zdaje raport z naszej misji. Jak go zobaczę to przyślę go do Ciebie. Spróbuj się przespać siostrzyczko

Gdy Alec wyszedł ułożyłam się wygodnie na łóżku rozmyślając. Tris za narażenie życia innego nefilim podczas osłaniania jego pleców może zostać przeniesiona do innego Instytutu lub zawieszona w polowaniach na miesiąc. Pytaniem jest tylko czy ta krowa zrobiła to specjalnie? Kim ona jest?



Tak wiem, rozdział jest krótki, ale boję się dać kolejny bo wiem, że możecie mnie zabić za to co zrobie... Perspektywy osób na które głosowaliście oczywiście będą, ale w nowej księdze! Powoli zbliżamy się ku końcowi Księgi I

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Kolejne LBA! WOW!

Gdyby ktoś nie zauważył wcześniej dodałam już rozdział :)
To cudowne uczucie, że znów zostałam mianowana do LBA i to przez AŻ 2 osoby.
Ms. Veronica jej blog <3
Aley Morgenstern jej blog <3
Serdecznie wam za to dziękuję i życze wam aby wena i chęci do pisania nigdy was nie opuszczały bo to co tworzycie jest piękne. Dodatkowo z rozdziału na rozdział rozwijacie się. Ostatnio zaniedbałam czytanie blogów za co przepraszam :c Ale się poprawie!

Pytania od Aley <3

1. Ulubiona książka/seria?
Hmm.. ciężki wybór, ale po dość długim namyśle sądzę, że będzie to Akademia Wampirów Richelle Mead na równi z Darami Anioła Cassandry Clare

2. Co sprawia ci przyjemność?

Wiele rzeczy. Czasami gorąca czekolada z przyjaciółką, a innym razem samotne siedzenie na parapecie z książką. Wszystko zależy od pogody i nastroju :)

3. Dlaczego piszesz?

Dla samorealizacji i chęci rozwinięcia moich, sądzę że niskich umiejętności, ale nie zniechęcam się tym

4. Od kiedy czytasz książki?

Od kiedy znalazłam takie gatunki, które bardzo mi się spodobały. Nałogowo od 2013r. a tak od czasu do czasu to od małego :P

5. Co sprawiło że zdecydowałaś się przeczytać DA?

Obejrzałam film, zaintrygował mnie, więc zaczęłam szukać informacji i tak trafiłam na książkę. Zaczęłam czytać i nie mogłam przestać! Chodziłam dosłownie jak zombie. W ferie to czytałam odkąd wstałam czasem nawet do 5 rano...

6. Ulubiony przedmiot w szkole? (jeśli takowy istnieje xD)

Kocham Podstawy działalności w turystyce i biologię, której niestety już nie mam :P

7. Jaka jest twoja ulubiona pora roku?

Wiosna taka jak w tej chwili. Słoneczko lekko przygrzewa, ale od czasu do czasu powieje chłodzący wiatr.

8. Czytasz obecnie jakąś książkę? Jeśli tak to jaką?

Oj czytam, ale taką której raczej nie chce... "Chłopi" tego się czytać nie da xD A propo tej książki moja pani od historii i społeczeństwa ostatnio mówiła, że "ona to sobie lubi czasem otworzyć na losowej stronie "Chłopów" i poczytać kilka stron jak jej się nudzi". No nie zrozumiem tego ":D

9. Ile książek znajduję się w twojej biblioteczce?

Ciężko powiedzieć, ale mam regał z 5 półkami, które są zapełnione ;/

10. Twoja ulubiona para książkowa?

Rosemarie Hathaway i Dimitri Belikov z Akademii Wampirów

11. Wymarzony kraj i miasto?

Bułgaria Sofia lub Chorwacja Zagrzeb


Pytania od Veronici :)

1. Czy ktoś wie o twoich umiejętnościach pisarskich, czy blog jest twoją tajemnicą?
Niestety ten blog jest tajemnicą :<

2. Jaką piosenkę byś w tej chwili polecił/a? 
Say Something cover by Victoria Justice and Max lub Sweather Weather/Maps cover Maxa i Alyson Stoner

3. Co cię zmotywowało do założenia bloga?
Moja chęć samodoskonalenia :)

4. Który przedmiot szkolny najbardziej cię interesuje? Dlaczego?
Podstawy działalności w turystyce, ponieważ bardzo lubie takie tematy, lub biologia ponieważ interesuje mnie wszystko co może zajść w człowieku albo przyrodzie.

5. Blog to twoje hobby czy pasja?
Sądzę, że hobby :)

6. Na jakim instrumencie chciał/abyś się nauczyć grać?
Na perkusji by móc ponawalać jak chora psychicznie :D

7. Co sądzisz o kupowaniu używanych książek (internet, antykwariat)?
Nie mam nic przeciwko temu. Jeśli są w dobrym stanie i taniej niż normalnie to czemu by nie zaoszczędzić i mieć na inną książke jeszcze?

8. Co cię motywuje do dalszego pisania? Dlaczego?
Ludzie, komentarze i mój charakter :)

9. Owoce czy słodycze?
Słodycze :)

10. Cukier czy miód?
Cukier ;d

11. Las, góry czy morze?
Oczywiście, że ... połączenie morza z lasem? :D


Nominuję :
Romitri! :D
Romitri Again! :D

A oto pytania :
1. Co skusiło Cię do przeczytania Akademii Wampirów?
2. Gdybyś mogła wybrać to kim byś była i z jakiej książki?
3. Która pora roku odzwierciedla Twój charakter?
4. Który kolor oczu, oraz włosów jest najpiękniejszy i dlaczego?
5. Dlaczego blog, a nie np. opowieść na wattpadzie albo wordpadzie dla własnego wglądu?
6. Co pragniesz zmienić w sobie, swoim życiu i postrzeganiu wszystkiego co Cię otacza?
7. Podaj o sobie 6 faktów :P

Rozdział 21 - Izzy.. daj mi jeszcze spać

~Oczami Clary~

Moje serce dumnie bije w mojej piersi, a moje oczy wraz z ustami wyrażają przeogromną radość. Jesteśmy z Jacem połączeni już na zawsze i zaprzysięgliśmy to przy pokaźnej widowni. Jest to najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Po ceremonii udaliśmy się w stronę stołów. Na samym początku wszyscy wznieśli toast za mnie i mojego ukochanego krzycząc gorzko. Jedzenie było wyśmienite, ale nie spodziewałam się czego innego ze względu na talent organizatorski Isabelle. Od dzisiaj jest moją siostrą, ale nawet bez tego nią była. Jesteśmy tak różne a zarazem podobne.
Po skończonym posiłku odbyłam z moim mężem, jak to pięknie brzmi, pierwszy taniec. Następnie tańczyliśmy razem ze sobą, z gośćmi i naszą rodziną. Oczywiście były przerwy na kolejne danie lub napicie się wina. Skłamałabym jeśli powiedziałabym, że Jace jest trzeźwy bo nie był.
Nadszedł czas na przemowy. Pierwszy wyrwał się blondyn mimo, że chwiejnym krokiem podszedł do mikrofonu i procenty z alkoholu wdawały mu się we znaki był bogiem. Moim bogiem

- Przepraszam, proszę o uwagę – powiedział chcąc uspokoić tłum – Pragnę podzielić się czymś z wami w tym wyjątkowym dla mnie dniu. Nigdy nie kochałem nikogo i nie myślałem, że pokocham kogoś kiedykolwiek tak jak Clary. Jest moim oparciem w życiu – przejechał ręką po swoich włosach ułożonych w lekkim nie ładzie – Cholera ona jest moim życiem! Wypijmy teraz zdrowie mojej cudownej małżonki. Skarbie to za Ciebie! - dokończył unosząc swój kieliszek z winem wypijając zawartość jednym haustem.

Następny do mikrofonu podszedł mój brat

- Cieszę się szczęściem mojej siostry i tym, że mogę oglądać ją tak radosną tak jak dzisiaj. Pragnę i życzę by ten piękny uśmiech zawsze gościł na Twojej twarzyczce – przerwał posyłając mi jeden ze swoich uśmiechów – Ale chciałbym Cię ostrzec Jace. Jeśli zrobisz coś mojej siostrze to osobiście oszpece Twoją twarz i dodatkowo zetne te blond włosy, zrozumiano? - Jace nerwowo przełknął ślinę i delikatnie potrząsnął głową – w takim razie za zdrowie Pary Młodej! - krzyknął Jonathan.

Jeszcze sporo przemów przed nami... Następna podeszła Isabelle

- Dzisiaj Clary dołączyła do naszej kochającej, ale wkurzającej rodziny. Mam nadzieję, że dalej będziemy chodzić na zakupy a nasze relacje będą coraz lepsze. Jace pamiętaj co Ci powiedziałam przed ślubem i uważaj na to co robisz bo mam Cię na oku – powiedziała grożąc palcem, mogę przysiąc, że wyglądała jak nauczycielka – Za nową członkinie rodziny!

Następna wyszła przytulająca się Maryse z Robertem życząca nam szczęścia i miłości do końca życia. Potem na scenie pojawiła się moja mama z Lukem. Trajkotała przez łzy o tym jak bardzo pragnie mojego szczęścia i jak jej smutno, że muszę wyfrunąć z jej gniazdka. Z uśmiechem podeszłam do nich i uściskałam najmocniej jak potrafiłam. Wróciłam na swoje miejsce, teraz będzie przemawiał Magnus z Aleciem. Oboje byli zalani może nie w trupa, ale sądze, że niewiele brakowało do tego stanu.

- Jako Wielki Czarownik Brooklynu – zaczął czarownik podkreślając każde słowo wyraźnie – życzę wam tego czego powinien doświadczyć każdy z nas czyli dużo magii w postaci miłości, brokatu na całym ciele a także we włosach oraz dobrego seksu! - krzyknął a Alec uderzył go lekko w bok zabierając mikrofon – myślę, że Magnus już powiedział wystarczająco. Nadal nie wiem jak to zrobiłaś, ale zmieniłaś Jace'a o 180 stopni. Jestem dumny móc nazywać Cię siostrą – czarnowłosy w tym momencie dostał czkawki i dalej dukał coś niezrozumiałego dla mnie, ale wyhaczyłam słowa takie jak "łóżko" "dziecko" i "instytut"

Gdy zeszli ze sceny postanowiłam ja teraz coś powiedzieć. Każdy patrzył na mnie, ale najbardziej zależało mi na wzroku mojego ukochanego, który przysypiał? Na szczęście szturchnęła go Maryse i pokazała w moją stronę, a blondyn natychmiast spojrzał na mnie

- Pamiętam to jak dziś gdy na początku naszej znajomości kłóciłam się z Jacem. Bardzo szybko zdałam sobie sprawę z tego co do niego czuję. To on wprowadził mnie do świata nocnych łowców. To on sprawił, że jestem teraz tym kim jestem. Nawet mimo tego, że niejednokrotnie mnie zostawił wciąż wracaliśmy do siebie. Wracaliśmy dzięki naszej miłości. Jace, chce żebyś wiedział, że nic lepszego w życiu nie mogło mnie spotkać. Za mojego wspaniałego anioła! – skończyłam przemowę podnosząc swój kieliszek. Jace porwał się z krzesła w moją stronę. Objął mnie mocno i pocałował tak jak tylko on potrafił. Oderwaliśmy się od siebie kiedy usłyszeliśmy brawa. Skierowaliśmy się do naszego stolika gdzie przytulałam się do jego piersi.

Zabawa trwała w najlepsze, nie mogłam doczekać się końca imprezy. Pokroiliśmy nasz tort a Isabelle kazała nam zabierać nasze manatki by wyjechać na miesiąc miodowy. Z tego co mi powiedziała wiedziałam, że moje walizki są przygotowane. Obawiam się tego co w nich znajde.
Weszliśmy do rezydencji, a dokładniej do salonu gdzie leżały nasze bagaże. Narysowałam na ścianie bramę,a Jace chwytając mnie za ręke wciągnął do portalu. Wrócił jeszcze na chwilę po nasze walizki i torby. Gdy wrócił zabrał mnie na małe oprowadzanie.
Znajdowaliśmy się w pięknym budynku posiadającym mase okien, przez które wpadał blask księżyca. Jak tu pięknie pomyślałam. Wnętrze było urządzone w czerwienie, beże, szarości i czernie. Wspólnie wyszliśmy z naszej willi, bo inaczej określić się tego nie da, dosłownie stanęłam jak wryta. Znajdowaliśmy się na plaży z morzem? Oceanem? Nie jestem tego pewna, ale widoki były nieziemskie. Natychmiast pobiegłam w sukni w stronę wody, uniosłam ją wysoko by sprawdzić czy woda jest ciepła. Była.

Nawet nie wiem kiedy mój ukochany zjawił się przy mnie i pochwyciwszy mnie w ramiona skierował do budynku. Przeniósł mnie przez próg, wniósł po schodach a gdy w końcu postawił zaczął obsypywać pocałunkami. Buty zleciały z naszych stóp w jednej chwili.
Stawały się coraz gorętsze, jego ręce wodziły na sukience po moich delikatnych krągłościach, a moje zdejmowały jego krawat i marynarkę. Wyjął delikatnie z moich rudych włosów welon by następnie móc poszarpać się z zapięciem sukienki, a ja rozerwałam jego koszulę co wywowało u niego uśmiech i cyckanie. Po chwili ja stałam tylko w mojej złotej bieliźnie a on w spodniach od garnituru. Podniósł mnie, położył na łóżku całując tak jak nigdy do tej pory. Nie poznawałam go.
Gdy pozbyliśmy się resztek naszych ubrań połączyliśmy się razem w tej intymnej chwili. Po zakończeniu jej położyliśmy się wtulając w siebie. Nie wiem gdzie kończyło się moje ciało, a zaczynało jego. Było to coś nadzwyczajnego, czego nie potrafię nazwać. Oddałam się w objęcia morfeusza z pytaniem co by było teraz gdybym go nie spotkała?

~Oczami Jace'a~

Po znakomitej nocy z moją najdroższą szybko się ogarnąłem, rozpakowałem i chciałem zejść na dół zrobić śniadanie, ale zatrzymała mnie ona. Wyglądała tak łagodnie przez sen mimo, że w rzeczywistości skopała by mi nieźle mój kształtny i seksowny tyłeczek. Oderwałem wzrok, ponieważ musiałem coś przygotować nim się obudzi. Zrobiłem dla nas jajecznicę ze szczypiorkiem, grzanki, oraz naszykowałem napoje takie jak kawa lub sok. Ułożyłem wszystko starannie na tacy i wróciłem do naszego pokoju. Położyłem ją na stoliku nocnym, a sam zacząłem budzić Clary.

- Clary. Skarbie. Pora wstawać – mruczałem jej do ucha, oraz pocałowałem w skroń. Delikatnie się przebudziła
- Izzy.. daj mi jeszcze spać. Potem pójdę z Tobą na zakupy – mruknęła i zmieniła pozycję w której spała
- Wiesz kochanie Isabelle nie jest w połowie nawet tak oszałamiająca jak ja – powiedziałem szturchając nią. Gdy wreszcie otworzyła oczy zaśmiała się głośno i pocałowała mnie w policzek
- Przepraszam, myślałam że to ona – odparła rozglądając się po pokoju
- Zrobiłem dla nas śniadanie, chodź zjesz coś najpierw – wyszeptałem, położyłem się koło niej, a następnie wziąłem tace między nas

Po skończonym posiłku rudowłosa poszła przygotowywać się do wyjścia. Zaproponowałem jej spacer po plaży. Miałem zaplanowaną dla niej (nie)miłą niespodziankę. Gdy wyszła natychmiast doskoczyłem do niej

- Wyglądasz przepięknie kochanie – powiedziałem łapiąc ją za dłoń i kierując się w strone plaży.

Rozmawialiśmy o tym jak piękny był nasz ślub, o przemowach najbliższych nam osób, ale temat zjechał na instytut i to, że musimy po miesiącu miodowym do niego wracać. Moja najdroższa posmutniała, więc był to najlepszy moment na wykonanie mojego planu. Chwyciłem ją w ramiona a potem wszedłem głęboko do wody. Rudowłosa szarpała się i prosiła bym ją wypuścił. Oj nic z tego pomyślałem. Gdy byliśmy w odpowiedniej odległości od brzegu wrzuciłem ją bezceremonialnie do wody. Długo się nie wynurzała, a ja zacząłem się martwić. Wołałem i szukałem w wodzie dopóki coś nie złapało mnie za kostki i wciągnęło w głąb wody. Jak już się wynurzyłem ujrzałem chichoczącą Clary

- Takie to śmieszne? - zapytałem
- Tak
- No to teraz się doigrasz – powiedziałem i zacząłem bryzgać wodą na nią

Po naszej wspólnej zabawie i oglądaniu zachodu słońca wróciliśmy do budynku. Zjedliśmy kolację przygotowaną wspólnie, wzięliśmy gorącą kąpiel by potem móc zasnąć w naszych ramionach.


- Dziękuje Razjelu za to, że przywróciłeś mnie i dałeś możliwość być z moją anielicą – wyszeptałem upewniwszy się wcześniej, że Clary zasnęła. Na dobranoc pocałowałem ją delikatnie w usta a sam oddałem się w kraine snów.

piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 20 - Razem?

~Oczami Clary~

- Ale dlaczego nie mogę się z nim zobaczyć?! - krzyczałam bardzo głośno, gdybym tylko mogła obudziłabym tym wszystkich zmarłych z miasta kości
- Clary taka jest tradycja! Nie możesz zobaczyć Jace'a bo to przyniesie pecha – powiedziała groźnie Izzy
- Isabelle ma racje, nic się nie stanie jeśli nie spotkacie się przed ślubem – opanowany i troskliwy głos mojej matki nieco mnie uspokoił
- No dobrze.. - odpowiedziałam zrezygnowana – On ma dzisiaj swój wieczór kawalerski?
- Tak, ale nie martw się. Jace pojawi się na czas przed ołtarzem – powiedziała Maia z uśmiechem na twarzy
- Ehh.. ostatecznie ucieknie gdzieś daleko a ja będe stała jak ten słup – wyszeptałam na co wszystkie zareagowałyśmy śmiechem. Spojrzałam na moją mame. Jej brzuch był już dość widoczny, ale to dopiero 5 miesiąc. Co do płci dziecka nic nie mówią..
- Clary poczekaj aż dowiesz się co my – tu czarnowłosa wskazała siebie i Maię – wymyśliłyśmy – dokończyła i zaczęła znacząco poruszać brwiami. Świetnie pomyślałam
- O tak, pomysł Ci się spodoba – powiedziała likantropka
- Co powiesz na małe polowanie – w tym momencie podeszła bliżej mnie i wyszeptała – w klubie z męskim striptizem?
- Jesteście niemożliwe! - wrzasnęłam
- Powiedz nam, że to zły pomysł to pójdziemy do Pandemonium i posiedzimy troche w loży – mruknęła Maia
- Ughh nie możemy poskakać po kilku klubach a potem w Pandemonium zabić kilka demonów? - zaproponowałam dziewczynom, a one natychmiast uśmiechnęły się szeroko
- Nam pasuje! - krzyknęły obie w tej samej chwili
- Dobra.. to wychodzimy za 2 godzinki. Macie czas się przyszykować w coś super, a potem przyjść do mnie. Narazie gdybyście mogły to chciałabym zostać sama z mamą
- Oczywiście – odpowiedziała Izzy i razem z wilkołaczycą wyszły z pokoju

Moja mama siedziała na łóżku pare metrów ode mnie. Patrzyła swoimi szmaragdowymi oczami z miłością. Delikatnie poklepała miejsce obok niej. Bez zastanowienia podeszłam i usiadłam obok niej. Impulsywnie przytuliłam się do niej i poczułam jak po moim policzku spływa jedna łza, a na drugim kolejna.

- Clary, skarbie. Wiem, że się denerwujesz, ale zapamiętaj on Cie kocha, a Ty jego. Żadne z was nie zrezygnuje z siebie nawzajem – wyszeptała Jocelyn do mojego ucha
- Ja to wiem mamo, po prostu ten cały stres, a teraz jeszcze nie mogę go zobaczyć..
- Córeczko będziecie się widzieć do końca dni, wytrzymasz – powiedziała odsuwając mnie od siebie na taką odległość by mogła spojrzeć mi w oczy. Delikatnie kciukami wytarła łzy z moich zaróżowionych policzków.
- Masz rację. Powinnam przestać histeryzować. Zmieniając temat jak się czujesz? - zapytałam patrząc na jej uwypuklony brzuch
- Dobrze, ale najgorsze przede mną. Dziecko zacznie dawać w kość przez to, że Luke jest wilkołakiem a ja nocnym łowcą
- Nie miałam okazji tego powiedzieć wcześniej, ale kocham Cię mamo i cieszę się Twoim szczęściem – powiedziałam z całą miłością jaką darzyłam moją mame.
- Ja Ciebie też córeczko, ale martwi mnie to, że tak szybko wyfruwasz z mojego gniazdka – odparła ze smutnym uśmiechem.
- Wiem mamo – wyszeptałam
- Dobrze skarbie, wpadnę jutro zobaczyć jak Izzy z Maią Cie wyszykowały. Muszę odpocząć – pocałowała mnie w czoło i wyszła

Zostałam sama ze swoimi myślami. Spojrzałam na zegar i miałam jakieś 45 minut do wyjścia. Wzięłam szybki prysznic i wysuszyłam moje długie włosy. Podeszłam do szafy i wybrałam jakiś strój.

Zrobiłam delikatny makijaż z różowym cieniem i czarną kreską na oku. Włosy podpięłam delikatnie z tyłu. W tym momencie do pokoju weszła czarnowłosa z likantropką.

- No, widzę, że potrafisz się wyszykować bez mojej pomocy – powiedziała Izzy z zachwytem
- No to co? Idziemy się zabawić! - krzyknęła Maia wyrzucając w góre pięść

Czeka mnie długi wieczór pełen tańca, alkoholu i co najważniejsze zabijania demonów.


~Oczami Jace'a~

Już jutro moja ukochana zostanie moją żoną! Ciesze się, a jednocześnie martwię czy podołam temu zadaniu. Co jeśli w jakiś sposób ją zranie? Albo co gorsza zawiode?
Z moich rozmyślań wyrwał mnie strumień wody i uderzenie wiadrem. No tak mogłem się domyślić, że Jonathan, Alec i Magnus wymyślą jakiś żart. Klasyczne wiadro z wodą na drzwiach. Uśmiałem się, że hej..

~Pare godzin później~

Na moim wieczorze mieliśmy polowanie na demony w Milwaukee. Gdy wróciliśmy, do rezydencji w Idrysie, w super humorach od razu położyliśmy się spać. Rano obudził mnie hałas i szuranie w moim pokoju. Przetarłem oczy by następnie je otworzyć. Gromadka chłopaków krzątała się szykując mój garnitur i ochoczo o czymś rozmawiając. Wstałem a następnie bez słowa skierowałem się pod prysznic. Woda z żelem pod prysznic obmyła moje ciało nadając mu delikatny zapach. Wyszedłem z pokoju i chłopaki zaraz na mnie naskoczyli

- Mamy tylko 2 godziny by przygotować Cię na Twój ślub – powiedział brat Clary
- Najgorzej będzie ułożyć Ci włosy, ale moje palce i brokat poradzą sobie z tym – mruknął Magnus ubrany w fioletowy garnitur z zieloną koszulą w całości obsypany brokatem. Wyglądał ... ciekawie
- A ja zadbam o to by... yyy... byś wyszedł z tego pokoju prosto do ogrodu nie zaglądając do swojej narzeczonej? - mruknął Alec, ale mogę przysiąc że brzmiało to jak pytanie za co Magnus posłał mu kuksańca w ramie.
- Okej, okej to bierzmy się do roboty tylko dajcie mi się ubrać – warknąłem i wziąłem przygotowany dla mnie strój. Poszedłem za parawan i szybko go założyłem.

Gdy wyszedłem zza parawanu natychmiast podszedłem i usiadłem na stołku. Jonathan z Magnusem kręcili się wokół mnie robiąc mi włosy, a mój parabatai przyglądał się z boku.
Po skończonych przygotowaniach zostałem skierowany wprost do ogrodu pod ołtarz. Mój brat musiał mnie pilnować bym nie wkradł się do pokoju ukochanej w innej części rezydencji. Wszyscy wszystko zorganizowali tak byśmy się nie zobaczyli przed ślubem.
W ogrodzie było pełno kwiatów w najróżniejszej gamie kolorystycznej. Ołtarz przystrojony był w lawende a do niego prowadził biały dywan. Po obu jego stronach znajdowały się białe krzesła przyozdobione materiałem w kolorze jasnego fioletu. Co one uparły się tak na ten kolor!?
Gdzieś dalej był przyszykowany teren do zabawy, stały stoły przyozdobione kwiatami w wiadomo jakim kolorze na których spożyjemy już niedługo posiłek.
Stałem i patrzyłem jak wszyscy goście przychodzą, a następnie zajmują miejsca. Każde miejsce było zajęte, mój parabatai stał po mojej prawej robiąc za mojego świadka. Denerwowałem się aż w końcu usłyszałem orszak weselny. Zobaczyłem zbliżającą się postać. To była ona

~Oczami Clary~

Rano obudziłam się przez promienie słońca wpadające do mojego pokoju. Szybko popędziłam do łazienki i wzięłam relaksacyjną kąpiel. Dobrze zrobiła na ogarniające mnie zdenerwowanie. Gdy wyszłam z pomieszczenia do swojego pokoju ujrzałam Isabelle z Maią z kuferkiem kosmetyków, szczotkami i różnego rodzaju elektrycznymi urządzeniami. Na łóżku leżał pokrowiec z moją suknią.

- Ubierz się a my przygotujemy ten pokój w salon piękności – mruknęła Izzy, która ubrana była w piękną sukienke.

Wzięłam pokrowiec i ruszyłam za parawan. Gdy wyszłam zza niego moja przyjaciółka Maia zapiszczała

- Oooouuuu Clary ślicznie wyglądasz!
- Poczekaj aż z nią skończymy – odpowiedziała Izzy z uśmiechem i błyskiem w oku.

Usiadłam na stołku i cierpliwie czekałam aż nałożą mi makijaż, oraz włosy. Nie trwało to szczególnie długo. Wstałam i zaczęłam wkładać moje szpilki. Do pokoju weszła mama z Lukiem i Jonathanem. Jocelyn poleciały łzy, prawdopodobnie ze szczęścia i rzuciła się by mnie przytulić

- Skarbie wyglądasz przepięknie, dziewczyny dziękuje wam!
- W końcu to za chwilę będzie moja siostra, siostry muszą sobie pomagać – powiedziała miłym tonem czarnowłosa
- Clary jesteś olśniewająca – powiedział Luke przytulając mnie i moją mame
- Luke ma rację, jeśli ten palant Cię skrzywdzi zabije go – odparł Jonathan. Po chwili cała nasza czwórka przytulała się. Musiało to wyglądać bardzo słodko
- No cóż nie chce przerywać tych chwil, ale Clary czegoś brakuje – wyszeptała Maia
- Czego?
- Bukietu – podała mi do ręki śliczny bukiet – oraz podwiązki – zanurkowała pod moją suknie by móc ją założyć. Gdy to zrobiła przytuliłam ją by szeptem jej podziękować. Podeszłam do Isabelle, ale nim wyciągnęłam do niej ręce ona już trzymała mnie w swoich ramionach. Również jej ciepło podziękowałam.

No czuje się gotowa. Ciekawe czy mój ukochany mnie rozpozna?

Miałam wyjść tylnym wyjściem prosto do ogrodu. Zaprowadzić mnie mógł albo Luke albo Jonathan. Była to ciężka decyzja, ale stwierdziłam, że najlepiej będzie gdy zrobi to mój brat. Mój nowy ojczym nie miał mi tego wcale za złe.

- Zrób wszystko bylebym nie upadła, słyszysz? - powiedziałam po cichu do brata gdy Izzy dawała nam znak, że puszczają muzyke i powinniśmy wychodzić
- Spokojnie księżniczko – wyszeptał

Szliśmy po dywanie wprost do ołtarza. Każdy odwracał się i spoglądał na nas z zachwytem. Moja druhna szła za nami. Pewnie na wypadek gdybym się wywaliła, mogłaby wtedy odwrócić uwagę by Jon mnie podniósł.
Spojrzałam na ołtarz.

Stał tam Jace. Mój Jace. Anioł. Mój anioł. Ten, którego kocham całym sercem, umysłem i całą sobą. Ten, któremu oddałam się całkowicie

~Oczami Jace'a~

Szła tam ona. Moja Clary. Anielica. Moja anielica. Ta jedyna, którą kocham i cenię bardziej niż moje własne życie. Ta, która połączyła swoją dusze z moją oraz własne ciało z moim ciałem.
Wyglądała cudnie. Suknia podkreślała wszystkie jej atuty.
Podeszła do mnie, a jej ręka została oddana mi przez jej brata. Skinąłem mu głową w ramach podziękowania. Nie odrywałem od niej wzroku. Jest taka piękna i delikatna mimo, że waleczna.
Nie skupiałem się na słowach konsul, byłem tylko wpatrzony w moją ukochaną.

- Witam wszystkich. Pojawaliśmy się tutaj ze względu na ceremonię dwójki utalentowanych nefilim. To co dzisiaj się wydarzy połączy ich dusze i ciała na zawsze. Na sam koniec narysują runę zapieczętowującą ich związek, oraz oznaczającą ich miłość i oddanie. Czy jesteście pewni, że tego chcecie? – powiedziała głośno i wyraźnie konsul
- Tak – wypowiedzieliśmy razem
- Clarisso Adele Morgenstern czy bierzesz Jonathana Christophera Herondale za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
- Tak
- Jonathanie Christopherze Herondale czy bierzesz Clarisse Adele Morgenstern za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
- Tak
- Wymieńcie się obrączkami – Alec szybko i zręcznie je podał, w szybkim tempie nałożyliśmy je sobie wzajemnie patrząc głęboko w oczy.
- Teraz czas byście użyli tych oto złotych stel – cichy brat trzymał w rękach czerwoną poduszkę z przedmiotami – by wypalić na swoich dłoniach runę waszego małżeństwa. Podczas tego wypowiadajcie przysięge, którą przygotowaliście wcześniej.

Bez słowa wzieliśmy stele i podaliśmy sobie lewe dłonie by prawymi móc rysować. Zaczęliśmy w tym samym momencie. Na przemiennie wymawialiśmy słowa przysięgi. Rozpoczynała ją Clarissa.

Jeśli kiedykolwiek odejdziesz
Przez resztę życia będę szukała drogi do Ciebie.
- Jeśli kiedykolwiek się zlękniesz
Przez resztę życia będę szukał sposobu, by zabić Twój lęk.
- Jeśli kiedykolwiek zwątpisz
Przez resztę życia będę stała obok Ciebie, byś wiedział, że jestem Twoim oparciem.
- Jeśli kiedykolwiek odwrócisz wzrok
Przez resztę życia będę szukał Twoich oczu w każdym mroku.
- Jeśli kiedykolwiek zatęsknisz
Przez resztę życia będę ciągle obok Ciebie, byś już nie tęsknił.
- Jeśli kiedykolwiek zapłaczesz
Przez resztę życia będę ocierał Ci łzy miłym słowem, przytuleniem.
- Nigdy nie zatęsknisz,
Bo nigdy Cię nie opuszczę.
- Nigdy nie przestaniesz kochać,
Bo nigdy nie dam Ci do tego powodu.
- Nigdy nie odczujesz braku,
Bo zawsze będę wszystkim, czego potrzebujeszwypowiedzieliśmy to zdanie razem z niewiarygodną czułością

Zostały nam ostatnie wyrazy do wypowiedzenia. Runy były gotowe. Spojrzeliśmy głęboko w swoje oczy i wypowiedzieliśmy to niemalże jednakowym głosem tak jakby nasze dźwięki splotły się ze sobą

Przysięgam.
Na zawsze.
Do końca życia niezmiennie.
Kocham Cię.

Usłyszałem cichy kobiecy szloch. Pewnie Maryse i Jocelyn płakały.

- Według waszego prawa, ogłaszam Was nefilim mężem i żoną. Możesz pocałować Panne Młodą - rozbrzmiał głos cichego brata

Gdy usłyszałem cenne dla mnie zdanie przycisnąłem moje wargi do ust ukochanej. Zatopiliśmy się w czułym a zarazem delikatnym pocałunku. Kątem oka zauważyłem, że wszyscy wstali ze swoich miejsc i zaczęli klaskać. To było coś cudownego. Gdy oderwaliśmy się z Clary z dość krótkiego pocałunku spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy mocniej splatając nasze palce.

- Razem? - zapytałem
- Razem – odparła i oboje popędziliśmy w stronę stołu.