piątek, 29 kwietnia 2016

Prolog Księgi II

~Oczami Kakabela (Demona)~

- Wytłumaczcie mi idioci jakim cudem ONA jeszcze żyje?! Żaden z demonów nie powinien dopuścić do narodzin tych bachorów! - unosił się Asmodeusz ciągnąc za końcówki własnych włosów, oraz spoglądając na nas, grupkę najsilniejszych dwudziestu dwóch demonów którymi dysponuje, z pogardą. Za to odbierze życie przynajmniej połowie z nas
- Panie.. To nie nasza wina. Dziewczyna była pilnie strzeżona i nie chodziła na żadne wyprawy – odezwał się Ananel spuściwszy głowę w dół by nie widzeć wściekłego Władcy
- Nie jestem od tego by Was uczyć jak zabijać, ale zaprezentuje to – wypowiedziawszy ostatnie słowa znalazł się tuż przy Ananelu, którego serce już trzymał w dłoni. Ciało demona opadło na ziemię wydając przy tym dość głośny dźwięk – Czego się nauczyliście teraz, Feneksie?
- Cóż.. - przerwał przełykając głośno ślinę po czym kontynuował – Myślę, że chodziło Ci Władco o to byśmy działali szybko, ale zarazem mądrze. Najważniejsze jest byśmy zrobili to co rozkażesz
- Dobrze. Jak powinniście naprawić swój wcześniejszy błąd, Puzjelu?
- Przyczaić się koło ich Instytutu by zaatakować gdy Fairchild będzie wychodziła z dziećmi
- Zła odpowiedź. Natychmiast by was wykryli. Są młodzi, ale nie głupi – wywarczał Asmodeusz odrywając głowę upadłego anioła – Twoja moc była ogromna, ale rozum niewiele większy od ziarenka piasku. Może Ty coś doradzisz Zhsmaelu, jesteś przecież dobry w odseparowywaniu męża od żony i odwrotnie prawda?
- Oczywiście Panie. Uważam, że powinniśmy wysłać jakiegoś nefilim, który owinie wokół palca odpowiednie osoby by potem móc wykonać to czego nam się nie udało, oczywiście powinno to się odbyć poza Instytutem byśmy mogli być niedaleko w razie problemów.
- Świetny pomysł. Jestem pod wrażeniem. Kakabel zostań tutaj, reszty nie chce widzieć na oczy!

Demony pośpiesznie wstawały ze swoich miejsc i wychodziły z głównej sali, w której najczęściej przebywał Asmodeusz. Wiecznie panował tu mrok, a pokój skąpany był w meblach koloru czerni i czerwieni. Pozostałem tam gdzie siedziałem i spoglądałem uważnym wzrokiem na Władcę Piekieł. Był bardzo zdenerwowany, nie jest mu na ręke, że ulubienica aniołów Clarissa Fairchild córka Morgensterna i żona Herondale'a urodziła bliźnięta z magiczną mocą. Dodatkowo nie mamy pojęcia co to za moc dlatego musimy je zgładzić zanim one zrobią to z nami.

- Kakabelu musisz coś dla mnie zrobić – odezwał się po długiej ciszy Asmodeusz
- Co tylko zapragniesz Królu – odparłem patrząc na swoje długie i czarne jak noc pazury
- Zabijesz Kumtaela. Gdy to zrobisz znajdziesz Lilith, zabierzesz ją na ziemię, a potem znajdziesz głupią nefilim, którą ta nierządnica zawładnie. Nie zawiedź mnie moja prawa ręko
- Nie śmiał bym. Jeśli pozwolisz zabiorę się od razu do pracy – odpowiedziałem wstając ze swojego miejsca i bacznym wzrokiem mierząc Wielkiego Demona
- Oczywiście idź.

Natychmiast ruszyłem w stronę wyjścia. Po drodze spotkałem kilku demonów niższych rangą w Piekle ode mnie, więc wypytałem ich o Kumtaela. Dowiedziałem się, że jest w sali leczniczej. Biedaczkowi musiało się coś stać podczas naszych wypadów na Ziemię. Szybkim krokiem dotarłem na miejsce i mocno popchnąłem drzwi od pomieszczenia. Na jednym z łóżek siedział ten kogo szukałem wyjmujący coś ze swoich ran. Oparłem się o ścianę po czym odezwałem dosadnym tonem

- I znowu się spotykamy, przyjacielu
- Przyjacielu? Chyba sobie ze mnie kpisz. Dobrze wiem czemu tu jesteś – wymruczał ledwo słyszalnie Kumtael
- Tak? Więc czemu tu jestem?
- Asmodeusz kazał Ci mnie zabić, ale czy podał przyczynę? - odparł swobodnie
- Nie musiał. Musi mieć dobry powód by chcieć zabić jednego z tak dobrze władających mocą chorób demonów – odpowiedziałem groźniejszym tonem. Muszę zakończyć to jak najszybciej
- Chce mnie zabić bo dowiedziałem się czegoś od naszej demonicznej wyroczni Kitsune
- Niby czego się mogłeś dowiedzieć? Nie wszystko to co widzi ta szkarłatnowłosa demonka się sprawdza
- Kitsune zobaczyła przyszłość Asmodeusza. Widziała j-aa-ak – wydukał nim wyrwałem mu język by chwilę potem oderwać głowę z pomocą moich pazurów. Nikt nie ma prawa dowiadywać się o przyszłości Władcy Piekieł prócz samej wyroczni i Pana.

Jedną rzecz już mogę skreślic z mojej listy zajęć na dzisiaj. Teraz czas iść do Lilith i namówić ją by zawładnęła ciałem jakiejś nocnej łowczyni, a następnie owinęła wokół palca Jace'a Herondale'a. On jest najbardziej podatny na wdzięki kobiet niż Clarissa na mężczyzn. Ona nie jest aż tak głupia, ale czemu by nie spróbować?


~Oczami Jocelyn~

Po śmierci znalazłam się tutaj. W niebie. Dosłownie w nim, wśród aniołów mimo, że sama się nim nie stałam. Jest tutaj kilka zasłużonych osób, ważnych dla Razjela jak Jonathan. Dobrze myślicie chodzi o Jonathana pierwszego nocnego łowcę. Właśnie w tym momencie odbywała się narada dotycząca Clary i Jace'a, a właściwie nie tyle ich co ich nowonarodzonych dzieci. Jest to czas zarówno do świętowania jak i smutku ze względu na to ile te niemowlęcia mają już wrogów na start. Jednego jestem pewna. Wyrosną na wspaniałych wojowników tak jak ich rodzice, a oni zaś zadbają by Elenie i Tobiasowi nic się nie stało.

- To jest dla nas bardzo wyjątkowa chwila. Po tylu tysiącach lat narodziły się dzieci z tak wielką zawartością anielskiej krwi w sobie, że można by rzec, że są w trzech czwartych aniołami zesłanymi na ziemię. Naszym zadaniem jest zadbać by im, a także Clarissie i Jace'owi nie stało się nic przez ataki ze strony Asmodeusza. Bowiem to oni są kluczem do jego upadku – przemówił Gabriel
- Do tej pory nie ingerowaliśmy zbytnio w sprawy nefilim, więc uważam jako ich stwórca nie powinniśmy w dalszym ciągu mieszać się w to co się tam dzieje – odparł jak zwykle poważny Razjel. Na codzień nie jest taki oziębły, ale nie powinien odwracać się od swoich żyjących dzieci
- Nie zgadzam się! Są prawie naszymi potomkami, które posiadają magiczne moce. Musimy ingerować! - uniósł się Zafkiel
- Zafkielu, uspokój się. Na razie nie decydujemy o ingerencji. Zagłosujemy pod koniec narady. Istnieje dziewięć chórów, głosuje każdy z przedstawicieli co daje nam dziewięć głosów. Nie ma mowy o jakimkolwiek remisie, więc albo wmieszamy się w sprawy nefilim, albo nie. Wszystko leży w naszych rękach – powiedział spokojnym, oraz opanowanym tonem Metatron
- Najpierw omówmy kwestię jak możemy im pomóc, a następnie przejdziemy do głosowania – warknął zniecierpliwiony już Gabriel
- Chyba niektórzy się ze mną niezgodzą, ale uważam, że powinniśmy wysłać kogoś z jednego z dziewięciu chórów w odpowiednim czasie – rzucił Zadkiel czym wywołał burzę wśród aniołów
- Co?! Nie możemy! - oburzył się jeden z Serafinów (anioły światła,miłości i ognia)
- To niebezpiecznie! - podniósł głos starszy cherubin Razjel
- A co gdy jeden z demonów wyssie anioła z krwi? To będzie miało katastrofalne skutki! - wrzasnął jeden z książąt
- SPOKÓJ! - wykrzyczał Gabriel a przez niebo przemknęło kilka błyskawic – Zadkiel ma rację, trzeba będzie kogoś wysłać, ale nie może być on aniołem w całości. Proponuję wysłać Jocelyn z domu Fairchild. Będzie zarówno na bieżąco w sprawie, jak i zaangażowana uczuciowo dzięki czemu obroni córkę z mężem i jej dziećmi. Dodatkowo ma w sobie krew anioła przez którą możemy rozbudzić w niej trochę naszych mocy. Oczywiście jeśli się zgadzasz Nefilim
- Oczywiście archaniele. Nawet nie wiesz jaką by mi to sprawiło radość – odpowiedziałam grzecznie. Z Gabrielem nie da się nie lubić. Zawsze jest taki ciepły i życzliwy dla każdego. Jestem mu wdzięczna za to, że zaproponował bym to właśnie ja pomogła córce.
- Dobrze, więc głosujemy. Zapiszcie na kartkach czy według was powinniśmy zesłać Jocelyn Fairchild w odpowiednim czasie na ziemię czy jednak ingerowanie w to co dzieje się na dole jest nieodpowiednie. Napiszcie tak lub nie.

Salę obrad opanowała cisza i spokój. Każdy z dziewięciu chorów omawiał kwestię pomiędzy sobą, aby przedstawiciel mógł zadecydować. Gdy nadeszła ta chwila byłam mocno zdenerwowana. Co jeśli nie będe mogła wrócić na ziemię? Narobili mi nadziei i teraz nie wiem co pocznę gdy zdecydują inaczej. Anioły podnieśli kartki. Zaczęłam spoglądać kolejno na anioły, a następnie na to co napisały.
Archanioł Metatron – przedstawiciel Serafinów – TAK
Archanioł Razjel – przedstawiciel Cherubinów – NIE
Archanioł Zafkiel – przedstawiciel Tronów – TAK
Archanioł Zadkiel – przedstawiciel Dominacji – TAK
Archanioł Rafał – przedstawiciel Cnót - NIE
Archanioł Kamael – przedstawiciel Władz - NIE
Archanioł Haniel – przedstawiciel Książąt - NIE
Archanioł Michał – przedstawiciel Archaniołów - TAK
Archanioł Gabriel – przedstawiciel Aniołów – TAK


Gdy dotarłam do ostatniej kartki oniemiałam. Przegłosowane jednym jedynym głosem. Wrócę na ziemię, do mojej córki, do Luke'a, do moich wnuków...


Prolog miał być w poniedziałek wiem to, ale możecie podziękować mojej solidarności z klasą bo gdyby nie ona nie wyszłabym wcześniej i nie napisała tego dla was! Od poniedziałku jedziemy normalnie z rozdziałami a ja będę pisać je na BIEŻĄCO!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 27 - EPILOG Księgi I - Byleby nie był/a rudy/a

~Oczami Jace'a~

Nie mogę się doczekać, aż Clary wreszcie urodzi nasze maleństwo. Jej zachcianki w środku nocy potrafią zdenerwować człowieka. Przynieś to, przynieś tamto, posprzątaj swoje sztylety i inne bzdety tak teraz wygląda moje życie. Na polowanie chodzić nie mogę, więc wieczory spędzam z moją ukochaną, która zazwyczaj chce oglądać romantyczny film by móc zajadać się popcornem zalanym grubą warstwą karmelu. Nigdy nie zrozumiem ciężarnych kobiet.
Jest to już końcówka ostatniego trymestru, a Clary wygląda coraz gorzej a mianowicie zrobiła się bledsza, schudła i dodatkowo jej brzuch jest jak z Nowego Jorku do Afryki.. Mimo to kocham ją ponad życie, oraz próbuje wspierać w tak trudnych dla niej chwilach. Kiedy nie mogę zająć się rudowłosą ze względu na misje czy papierkową robotę w Instytucie zawsze jest przy niej Magnus, Alec, Jonathan, Luke lub Isabelle. Nie zostawiamy jej samej z dwóch względów. Pierwsze mogłaby się źle poczuć i byśmy o tym nawet nie wiedzieli, a po drugie czyha na nas niebezpieczeństwo ze strony Asmodeusza i Tris. Niby dziewczyna tylko, a może aż, odgrażała się Clary aczkolwiek do żadnych czynów nie doszło co może mnie jedynie cieszyć.
Dzisiaj są urodziny Jocelyn, więc całą rodziną postanowiliśmy wybrać się do Alicante w Idrysie na coś na kształt pomnika. Konsul zgodziła się na wybudowanie go na zasługi nocnej łowczyni, dokładnie rzecz ujmując za to, że ukradła i ukrywała kielich przed Valentinem chcąc odebrać sobie nawet życie by ten drań go nie dostał. Wieści te pozwoliły Clary na dobre oderwać się od żałoby, ale o matce nigdy nie zapomni.
Dzień był dość chłodny i wietrzny dlatego nikt z nas nie pozwolił rudowłosej iść gdziekolwiek póki nie ubierze się dość grubo. Założyła czarne grube getry, do tego zielony sweter i kurtkę a na nogach miała czarne kozaki na płaskiej podeszwie, ponieważ stanowczo zabroniłem jej noszenia koturn, szpilek i platform przez wzgląd na jej wygodę i aktualny stan. Mocno trzymająca się mojego ramienia ukochana czekała aż Magnus otworzy bramę. Gdy już to zrobił, a reszta rodziny przeszła już przez nią ona się zatrzymała wpatrując w nią.

- Clary skarbie, wszystko w porządku? Coś Cię boli? - zapytałem troskliwie bojąc się o psychikę rudowłosej.
- Nie, po prostu nie jest to łatwe. Na dodatek wciąż nie mogę zrozumieć co miała na myśli w moim śnie
- Nie martw się tym teraz bo to szkodzi Tobie i dziecku, a chodź do reszty. Spędzimy ten dzień w gronie najważniejszych dla nas osób – odparłem
- Razem? - dodałem
- Razem - Wypowiedziawszy to lekko pociągnęła mnie w stronę portalu, ale natychmiast zwolniła a na jej twarzy pojawił się grymas bólu
- Kochanie?
- To tylko skurcz, już przeszedł. Chodź bo się spóźnimy

Upewniwszy się, że z Clary już lepiej przeszliśmy przez bramę i tuż za rodziną, która na nas czekała, skierowaliśmy się w stronę Jeziora Lynn. Gdy dotarliśmy na miejsce znaleźliśmy tam średniej wielkości pomnik w kształcie obelisku z różowego granitu. Napis na nim głosił "Jocelyn Graymark wcześniej Morgenstern z domu Fairchild za zasługi dla Świata Cieni, niechaj spoczywa wśród naszych przodków".

- Postarali się, pomnik jest piękny – rzekła cichym głosem Maryse
- Masz rację, grawerunek na nim też jest niczego sobie – odparł Jonathan spoglądając na swoją siostrę – Siostrzyczko czy Ty dobrze się czujesz? Jesteś bardzo blada i spięta
- Jest okej, po prostu mam skurcze
- Przyznaj się od kiedy je masz kochanie – powiedziałem stanowczo, a zarazem delikatnie by nie zagęszczać atmosfery
- Od około godziny i coraz częściej – odpowiedziała
- Wracamy do rezydencji, Jace weź Clary na ręce, Jonathan z Isabelle i Lukiem biegnijcie przed nami i przyszykujcie ręczniki, wodę, oraz odpowiednią salę – Rzekła ostro Maryse. Czyżby Clary rodziła?

Na słowa mojej przyszywanej matki wszyscy ruszyli w stronę naszego domu. Gdy przybyliśmy na miejsce zostałem pokierowany do sypialni by położyć tam rudowłosą, a następnie Maryse z Magnusem mnie wyprosili. Stałem pod drzwiami jak słup nie mogąc się ruszyć. Z pokoju dochodziły krzyki mojej ukochanej, cierpiała, a ja nie mogłem nic zrobić i to mnie raniło w środku. Obok mnie stał Luke rozmawiający z Robertem, Jonathan podpierający ściany, oraz Alec otulający mnie swoim ramieniem. Słyszałem tylko wrzaski, a nie to co mówił do mnie parabatai. Nie obchodziło mnie nic innego oprócz zdrowia Clary i naszego dziecka.
Po około 40 minutach krzyki ustały, ale nadal nie mogłem wejść do pomieszczenia. Po jakimś czasie niecierpliwego czekania z mojej strony podszedłem do drzwi i już miałem zapukać gdy nagle wyskoczył zza nich Magnus poprawiający swoją fryzurę jak gdyby nigdy nic. Podszedł bliżej mnie, stanął na przeciwko, oraz zmierzył od góry do dołu

- Wyglądasz okropnie – rzekł Czarownik
- Magnus nie pora na to. Co z Clary? Co z dzieckiem?
- Spokojnie. Clary jest wyczerpana, ale czego można się spodziewać po porodzie? A co do dziecka jest zdrowe, oraz urodziła się wam dziewczynka
- Dz-Dzie-ewczynka? - wyjąkałem
- A co ja nie wyraźnie mówie?!
- Wyraźnie, po prostu szok. Byleby nie była ruda...
- Ruda czy nie ważne, że Twoja – Powiedział a ja już naciskałem klamkę gdy czarownik mnie przed tym powstrzymał gestem
- Chłopiec
- Co chłopiec?
- No urodził się też chłopiec – odparł a ja rozszerzyłem oczy ze zdziwienia – Nasz płomyczek urodził bliźnięta. Dziewczynke i chłopaka
- Bliźnięta?! - krzyknąłem zwracając na siebie uwagę wszystkich na korytarzu
- Noo to teraz nie będziecie mieli za wiele czasu dla siebie przyjacielu – rzekł Jonathan posyłając mi jeden ze swoich aroganckich uśmiechów sugerujących coś
- Jace, czy wszystko okej? Jesteś blady jak ściana – zapytał mój parabatai
- Eh daj mu spokój. Ma bliźniaki to się zdziwił – odparł obojętnie Magnus machając na to dłonią z której wyleciał kolorowy brokat

Wreszcie mogłem spokojnie otworzyć drzwi do sypialni, w której przebywała rudowłosa. Szukałem jej wzrokiem. Leżała na łóżku z dzieckiem w ramionach , a koło niej Izzy całująca dziecko w główkę, a gdzieś w oddali krzątała się Maryse. Piękny widok. Ciekawi mnie kiedy moja siostra będzie miała dzieci, ponieważ o dziwo dobrze wygląda z niemowlakiem na rękach. Podszedłem bliżej łóżka i chwyciłem wolną dłoń ukochanej, a następnie pocałowałem jej czoło.

- Hej, jak się czujesz Clary?
- Zmęczona, ale szczęśliwa – odparła i skierowała dziecko tak by mogło na mnie spojrzeć – patrz to Twój tata malutki
- TAAAK! Mam pierworodnego!!! - krzyknąłem na co oberwałem czymś w głowę od przyszywanej matki – Ałaaa, dobra już się nie dre
- Chcesz go na ręce?
- A mogę? - zapytałem na co żona skinęła głową i ostrożnie podała mi dziecko, a ja najdelikatniej w świecie trzymałem naszą kruszynę w ramionach. Miał zielone oczy po Clary. Byleby nie był rudy..
- Jace, jak go nazwiemy? Mówiłeś, że imię się znajdzie jak już się dziecko urodzi
- Na drugie chce mu dać Stephen, po ojcu, a pierwsze może wymyślisz Ty? - powiedziałem wpatrując się w synka. Teraz już wiem czemu ludzie tak się podniecają takimi niemowlakami. Są urocze po prostu
- Hmmm.. Co sądzisz o Tobiasie?
- Tobias Stephen Herondale. Ładnie brzmi
- Dobrze to teraz Izzy daj mi małą, a weź Tobiasa bo bez dziecka długo nie wysiedzisz – rzuciła Clary na co czarnowłosa pokazała język, ale wykonała życzenie.
- No blondasku wymyśl imię dla dziewczynki. Na drugie chcę by miała Jocelyn a co do pierwszego to nie mam kompletnego pojęcia jakie by do niej pasowało
- Elena Jocelyn Herondale, podoba Ci się?
- Idealne. Kocham Cię aniele – powiedziała rudowłosa, a ja wpatrując się w również szmaragdowe oczy Eleny, takie jak ma jej brat lub mama, odpowiedziałem
- A ja kocham Was i obiecuję was chronić.


To już jest koniec, jesteśmy wolni, możemy już iść...
A tak na poważnie dziękuje Wam za to, że czytacie tego bloga, komentujecie i jesteście ze mną :)
Kto jest chętny by za tydzień przeczytać prolog do Księgi II?! W ogóle ma to sens według was czy lepiej zakończyć szczęściem i wymiotowaniem tęczą? :D
WOW cały rozdział oczami Jace'a to chyba nowość :P

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 26 - A ja chcę żeby...

Bardzo was przepraszam, że wstawiam to dopiero o ... 20
Miałam bardzo zabiegany dzień i dopiero teraz mam chwilę gdyż farbuje włosy, więc czekam by móc ją zmyć z łba :D Trzymajcie kciuki by wyszedł taki kolor jaki ma wyjść.
Może chcecie zadać pytania do mnie, albo do bohaterów to bym zrobiła z tego oddzielną notkę z odpowiedziami jutro wieczorem? Widziałam coś takiego na Wattpadzie i sądzę, że to by było nawet spoko. Mówcie co uważacie, a tymczasem kolejny rozdział dzięki któremu powoli zbliżamy się do końca Księgi I.

~Oczami Clary~

Nawet nie wiem kiedy minęły kolejne trzy miesiące. Wszystko układa się o dziwo bardzo dobrze. Ja i Jace jesteśmy znowu razem a na dodatek już za szesnaście tygodni urodzi nam się dziecko. Szczęście nas nie opuszcza, ale jednocześnie towarzyszy nam strach. Boje się tego co wydarzy się w niedalekiej przyszłości. Tris odgrażała mi się wiele razy, ale w dalszym ciągu niczego nie zrobiła. Uważam, że to tak zwana cisza przed burzą.
Z racji ciąży muszę bardzo uważać, a w każdej cięższej czynności wyręcza mnie Jace albo Jonathan. Dbają o mnie razem z Izzy, Aleciem oraz Magnusem. To miłe, że można polegać na rodzinie i przyjaciołach. A propo rodziny to w dalszym ciągu utrzymuje dobre stosunki z Lukiem. Było mu bardzo ciężko po śmierci mamy, ale dał radę. Za niedługo są urodziny mamy, więc postanowiliśmy wszyscy, że pojedziemy do Alicante na jej pomnik. Wybudowali go niedawno jako upamiętnienie, że dzięki Jocelyn Fairchild Valentine nie użył kilkanaście lat temu kielicha i była w stanie umrzeć by nie wyjawić jego położenia. Ucieszyło mnie to, ponieważ jak powszechnie wiadomo Nocni Łowcy nie mają typowych grobów, jedynie ich prochy leżą w Mieście Kości.
Mój ukochany wraz z bratem, szwagrami, Robertem i moim ojczymem zajęli się pokojem dla dziecka w Instytucie. Ściany pomalowane są w kolorze cappuccino, który jest neutralny, ponieważ nie chcemy znać płci dziecka. Meble są białe, a dębowe panele zakrywa biały puchaty dywan. Najwięcej problemu sprawiło łóżeczko. Oglądałyśmy wraz z Isabelle oraz Maryse starania chłopaków by je złożyć. Alec i Magnus nie mieli zielonego pojęcia jak się za to zabrać, więc po pewnym czasie odpuścili by móc się przyglądać. Jonathan powiedział, że nie rozumie jak dziecko może spać w takiej małej puszcze. Wyszło na to, że jedynymi mężczyznami okazali się Robert, Luke oraz Jace. Mimo to, niestety żadnemu nie udało się złożyć takiego mebelka bez instrukcji bo przecież oni sobie poradzą bez niej. No cóż nie wyszło.
Razem z moją parabatai w nocy wymknęłyśmy się z objęć naszych ukochanych i poszłyśmy złożyć tą przeklętą kołyskę. Chwyciłam instrukcję i sprawdzałam czy jest każda z części. Tłumaczyłam Izzy co z czym połączyć, co przykręcić aż w końcu udało się!
Następnego dnia miałam badanie u czarownika. Dowiedziałam się, że dziecko jest nadzwyczaj silne co może mi sprawiać problemy przy końcówce ciąży. Dzieje się tak, ponieważ razem z Jace'm mamy więcej anielskiej krwi niż jakikolwiek inny nefilim, więc nasze dziecko będzie inne.
Blondyn opiekuje się mną bardzo dobrze. Jest przy mnie nie ważne czy to dzień czy to noc, ale chce mi wynagrodzić ostatni czas kiedy musiałam sobie radzić sama. Dzięki niemu wróciłam do normalnej wagi, a teraz nawet przez ciąże przytyłam. Gdy tylko będę mogła wznowie moje treningi by odzyskać wcześniejszą formę.
Wieczorem leżałam w łóżku z moim ukochanym. Przytulaliśmy się i trzymaliśmy się za ręce.
Było zupełnie tak jak kiedyś choć oboje pamiętamy o kryzysie sprzed kilku miesięcy. W pewnej chwili Jace wywinął się z naszych splątanych razem ciał i przyłożył ucho do mojego brzucha, a następnie położył na nim dłonie.
Wiedział, że dziecko najbardziej kopie wieczorami, a on pragnął chociaż raz po części tego doświadczyć.Poczułam kopnięcie, a blondyn odskoczył tak go to wystraszyło. Uśmiechnęłam się do niego szczerze

- Dziwne uczucie co? - zapytałam przypominając sobie jego reakcje sprzed chwili
- To najcudowniejsza a zarazem bardzo dziwna rzecz jaką doświadczyłem kochanie – odparł całując mnie w skroń.
- Nie mamy jeszcze nawet imion dla dziecka... - wyszeptałam
- Clary skarbie, nie mamy ich bo nie wiemy czy urodzi się chłopiec czy dziewczynka. Gdy weźmiemy je na ręce wtedy będziemy myśleć nad imieniem. Mam nadzieję, że jednak to będzie on – odparł dumny
- A ja chcę żeby to była ona. Może jakiś zakładzik? - zapytałam pragnąć by się zgodził bo czuję, że będzie dziewczynka
- Dobra. Jeśli urodzi się chłopiec to przez miesiąc mogę chodzić na polowania kiedy chcę i z kim chce
- Zgadzam się. Gdy urodzi się dziewczynka to przez miesiąc będziesz chodził z Izzy na zakupy zamiast mnie zawsze kiedy ona sobie tego zażyczy. Dodam, że po moim porodzie zaczynają się wyprzedaże – Jace nerwowo przełknął ślinę słysząc to i mogę przysiąc, że zastanawiał się nad tym czy warto ryzykować.
- Boże spraw by to był jednak mój pierworodny bo nie przeżyję na zakupach z tym szatanem – wymruczał pod nosem
- Czyli się zgadzasz? - wolę zapytać, tak dla pewności
- Zgadzam się – podaliśmy sobie ręce a Jace je przeciął na znak, że zakład jest ważny.

Leżeliśmy tak jeszcze jakiś czas rozmawiając o dziecku. Złotooki obiecał, że będzie się starać być jak najlepszym ojcem dla tej małej istotki, którą noszę pod sercem, oraz że od teraz stanie się dobrym mężem dla mnie. Pragnę być dobrą matką, ale nie jestem pewna czy potrafię. Niespodziewanie z moich rozmyślań wpadłam w objęcia Morfeusza.

Śniłam, że znajduje się na łące w górach. Wszystko wokół mnie było takie żywe i zielone. W powietrzu unosił się zapach kwiatów, a do moich uszu docierał śpiew ptaków oraz podskoki zająca. Spojrzałam w dół i wtedy zauważyłam, że odziana jestem w długą, oraz zwiewną białą suknię natomiast stopy miałam bose. Rozejrzałam się jeszcze dokładniej. Zauważywszy biały pakunek kilkanaście metrów ode mnie postanowiłam tam podejść. Ciepła trawa delikatnie grzała moje stopy. Znalawszy się przy zawiniątku podniosłam je. Jakie było moje zdziwienie gdy ów pakunek okazał się być... niemowlakiem. Przyjrzałam mu się. Spało tak słodko, że gdyby się obudziło byłoby mi bardzo przykro. Trzymałam dziecko gdy w pewnym momencie ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam się i stanęłam jak wryta. Przede mną była moja mama. Zmierzyłam ją od stóp do głów. Również miała na sobie podobną do mojej białą suknie pod którą odznaczał się brzuch ciążowy. Spojrzałam na nią i ogarnął mnie smutek zrozumiawszy, że przed śmiercią miała w sobie moje rodzeństwo

- Clary, skarbie – powiedziała Jocelyn tuląc mnie delikatnie by nic nie zrobić niemowlęciu
- Mamo. Tak bardzo za Tobą tęsknie – odparłam roniąc malutką łzę, która natychmiast spłynęła po moim policzku
- Wiem słoneczko. Jak się czujesz? Co z Lukiem? Co z Jonathanem?
- Ja nawet dobrze. Jestem w piątym miesiącu ciąży. Jonathan chodzi z Izzy i jest wreszcie szczęśliwy choć myśli czasem o Tobie, oraz bardzo tęskni. A Luke cóż poświęca się sforze, czasami do nas wpadnie pogadać i tyle. Bardzo przeżył waszą śmierć
- Przykro mi, że musieliście się z tym zmierzyć. Pewnie myślisz, że to sen wytwór Twojej wyobraźni, ale po części się mylisz. Otóż jestem teraz razem z aniołami, a Ithuriel widząc Twój smutek pozwolił mi Cię odwiedzić i uświadomić oczywiście za zgodą starszyzny. Uwielbiają Cię tam na górze szczególnie Gabriel z Razjelem.
- Clary masz w sobie bardzo wyjątkowe dziecko z dużą ilością anielskiej krwi. W niebie nie wiemy jakie umięjętności będzie ono posiadać. Musisz je chronić i wychowywać najlepiej jak potrafisz. A jestem pewna, że zrobisz wszystko co w Twojej mocy by tak było. Jestem świadoma, że możesz być nieco zmieszana i niepewna siebie bo jesteś bardzo młoda, ale dasz radę. Z Jace'm dasz radę pokonać wszystkie przeciwności losu, które na was czekają w przyszłości. Jeśli będziecie razem poradzicie sobie, ale wszystko zależy od waszej dwójki. Asmodeusz wraz z innymi demonami będzie pragnął śmierci waszego dziecka ze względu na moce, które będzie posiadać. Nawet Razjel nie wie o jakie nadprzyrodzone zdolności chodzi
- Rozumiem mamo, ale ... boję się tego..
- Też się bałam podczas pierwszej ciąży, ale mogę Ci obiecać, że po porodzie nastanie najlepszy czas w Twoim życiu. Będę Cię obserwować tam z góry. Do zobaczenia córeczko

I wtedy mój sen się rozmył, a ja obudziłam się ze łzami w oczach. Położyłam ręke na brzuchu i starałam się oddychać spokojnie, oraz równomiernie by się uspokoić. Nie oddam Cię powiedziałam cicho do dziecka w moim łonie.
Później już nie zasnęłam tylko siedziałam i myślałam nad tym co powiedziała mi mama. Czy to prawda, że tam na górze mnie uwielbiają? Nie zrobiłam niczego szczególnego by na to zasłużyć. Jestem pewna tego, że noszę w sobie dziecko, którym będe zajmować się najlepiej jak się da. Ciekawi mnie strasznie jakie to magiczne zdolności będzie posiadało skoro Władca Piekieł zapragnie je zabić.
Nastał ranek, a ja wciąż pogrążona byłam moimi rozmyśleniami tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy Jace się przebudził. Przytulił mnie, a następnie pocałował w policzek, oraz w brzuch.

- Skarbie co się stało, że już nie śpisz? - powiedział spoglądając mi głęboko w oczy
- Śniła mi się mama
- Kochanie wiem, że za nią tęsknisz, ale to tylko sen – odparł przytulając mnie bardzo mocno do swojego nagiego torsu
- Właśnie to nie był sen. Powiedziała, że przysłali ją z góry – oznajmiłam po czym zaczęłam opowiadać wszystko to co usłyszałam nie wspominając o znalezionym przeze mnie niemowlęciu
- Cóż wygląda na to, że będziemy musieli dobrze strzec naszą kruszynkę – powiedział po czym wstał z łóżka


Jace poradził mi bym spróbowała jeszcze zasnąć. Jak poprosił tak uczyniłam. Dziś nie śniło mi się już nic, ale ciągle w głowie miałam słowa "Clary masz w sobie bardzo wyjątkowe dziecko" i wciąż interpretowałam ich znaczenie.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 25 - Nie proszę o wybaczenie

~Oczami Jonathana~

- Zatłukę tego gada! Zabije! On się teraz zabawia a moja siostra cierpi, na dodatek jest w ciąży z tym patałachem...
- Hej, kochanie. Uspokój się. Coś zrobimy z nim i naprawimy całą sytuację – powiedziała moja ukochana
- Izzy.. nie wiem czy się da bo wiesz.. on.. no... - mruczał niechętnie Alec
- obściskuje się cały czas z Tris – dokończył Magnus
- KUUURRRR.... - wyrwało mi się
- No to co teraz zrobimy? Clary nie wiadomo co zrobi jak się dowie, że Jace powraca do tego co kiedyś było- oznajmiła Isabelle
- Nie mam pojęcia. Alec wasza rodzina jest chora. I jeśli ja mówię, że jest to to jest prawda patrząc na mojego ojca
- Tak, tak, ale to co powiedziałeś wcale nam kurwa nie pomogło
- Musimy pomyśleć... WIEM! - krzyknąłem a wszyscy wbili swój wzrok we mnie – zabijmy go to będzie święty spokój
- Jon dziecko musi mieć ojca ... - odparła Iz

Zupełnie nie mam pojęcia co musimy zrobić by było w miarę okej. Na początek trzeba porozmawiać z tym gnojkiem. Może uświadomimy mu, że to co robi to jakieś nieporozumienie. Udaliśmy się do jego pokoju. Magnus zażartował, że jesteśmy trochę jak fantastyczna czwórka tylko nasze moce są dość ograniczone, ale oryginały wyglądem nam nie dorównują. Noo z jego brokatową czupryną i kolorowym strojem to w to nie wątpie. Isabelle zapukała do pokoju, a gdy usłyszeliśmy charakterystyczne "proszę" wtedy cała nasza wkurwiona gromadka weszła.

- Chcemy pogadać – zaczął Alec
- Jeśli o Clary to nie wasza sprawa – warknął blondasek
- To jest NASZA sprawa. Przeżyła śmierć matki. Tak odtrąciła Cię, ale zrobiła to z nami wszystkimi. Wiesz jaka jest różnica między Tobą a nami? My jej nie obiecywaliśmy przed świadkami, że jej nie zostawimy a Ty tak nie dalej niż trzy miesiące temu. Powinieneś o nią walczyć, a zamiast tego działasz dokładnie tak jak dawny Ty. Porzucasz ją dla innej gdy natknąłeś się na jakiś problem z nią. My potrafiliśmy pokazać, że nam na niej zależy próbując rozmawiać w tak trudnym dla Clary czasie. Spójrz mi w oczy i powiedz, że jej nie kochasz – powiedziałem spokojnie i patrzyłem na Jace'a czekając na jego jakąkolwiek reakcje. Podniósł wzrok na mnie i oglądał uważnie przeszywając mnie na wylot.
- POWIEDZ TO! - krzyknąłem surowym głosem
- Ja jej... nie potrafię – odpowiedział zrezygnowany i wyszedł z pomieszczenia

Może poszedł do Clary? Miejmy taką nadzieję.

- No to klops z rozmowy – wypaliła Isabelle
- Gdyby ktoś na mnie tak naskoczył to myślę, że bym natychmiast poleciał błagać o wybaczenie – zaśmiał się Alec
- Według mnie poszło prosto i łatwo. Miałem jeszcze co nieco w zanadrzu do powiedzenia, ale jak widzicie nie zdążyłem – mruknąłem

~Oczami Jace'a~

Jonathan miał całkowitą rację. Zachowałem się dokładnie tak jak stary ja, ja nim poznałem Clary i zanim obdarzyłem ją miłością. Ja, któremu nie zależało na dziewczynach tylko na zabawie. Ona mi tego nie wybaczy, a jeśli już to nie będzie patrzeć na mnie tak jak kiedyś.
Nogi zaniosły mnie do jej pokoju. Zapukałem cicho i wszedłem. Rudy anioł spał przykryty zielonym kocem. Nie chciałem jej obudzić, więc usiadłem koło niej na łóżku. Spoglądawszy jak śpi oceniałem jej wygląd. Mam wrażenie, że się zmieniła. Może nawet aż za bardzo. Jej piękne loki zostały ścięte do ramion. Przyjrzałem się uważniej i teraz to dostrzegłem. Miała zapadnięte kości policzkowe, a pod oczami malowały się sine worki. Jej jedna ręka była ułożona pod głową, tak jak lubi, a druga na kocu. Były na nich nowe runy,rany,blizny i siniaki. Czy to się pojawiło w ciągu 1,5 miesiąca? Tak bardzo nie zwracałem na nią uwagi, że tego nie zauważyłem? Co się z nią stało?
W pewnej chwili całkowicie się zapomniałem i zacząłem jej dotykać. Najpierw przejechałem delikatnie dłonią po policzku,a potem opuszkami palców zacząłem jeździć po jej chudych rękach. Przeniosłem moją dłoń na jej brzuch. Gwałtownie otworzyła oczy i wyskoczyła z łóżka. Odsunęła się ode mnie i tyłem szła do ściany dopóki na nią nie wpadła.

- Wyjdź stąd! Wyjdź! Jonathan! - krzyczała, więc podbiegłem do niej i zakryłem ręką jej usta.
- Ja chce tylko porozmawiać, proszę – powiedziałem spokojnie po czym zabrałem dłoń
- CLARY?! Wszystko okej? - zapytał Jonathan przez drzwi, spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem
- Tak, przepraszam – odparła po czym zwróciła się do mnie – no, więc czego chcesz? - wracała na swoje łóżko. Ubrana była w koszulę, która pokazywała jej równie, jak ręce, poobijane nogi. Ta Clary jest mocno poturbowana i chuda. Za chuda.
- Chciałem Cię przeprosić. Wiem jak się zachowywałem i jak Cię skrzywdziłem. Powinienem być przy Tobie kiedy... umarła Twoja mama a Ty przechodziłaś żałobę. Uświadomił mi to dopiero Jonathan. Nie proszę o wybaczenie bo na nie nie zasługuję, ale chcę być obecny w życiu Twoim i Naszego dziecka – wyrzuciłem z siebie – Musisz wiedzieć, że ...nie spałem z nią.
- I teraz chcesz wrócić do naszego życia? - zapytała dotykając swoją drobną dłonią brzucha – Nie było Cię gdy Cię potrzebowałam, a gdy Iz powiedziała wszystkim o ciąży teoretycznie wyparłeś się, że jesteś ojcem. I TY chcesz wrócić?! - wykrzyczała wstając, a w jej oczach widziałem coś czego nigdy nie doświadczyłem osobiście. Czysta furia z czystym gniewem.
- Chcę wrócić dla Nas i dla dziecka. Naszego dziecka
- Ja nie spałam po nocach tylko płakałam! Wtedy powinieneś być przy mnie i mnie wspierać! A Ty gdzie byłeś?! Obściskiwałeś się z jakąś blondyną! - gdy wykrzyczała te ostatnie słowa upadła na kolana łapiąc się za podbrzusze. Wiedziałem, że jest coś nie tak. Podbiegłem do niej i podtrzymałem
- Clary! Co się dzieje?
- B-bb-ooli – powiedziała zaciskając mocno zęby.

Nie czekając ani chwili wziąłem ją na ręce i wybiegłem z sypialni. Zbiegałem po schodach kierując się do skrzydła szpitalnego. Po drodze krzyczałem imię Magnusa by przyszedł do lecznicy. Po chwili już tam byłem układając rudowłosą zwijającą się z bólu na łóżku. Czarownik pojawił się w momencie wyganiając mnie z pokoju. Chodziłem po korytarzu w tę i we w tę.
Postanowiłem zrobić pierwszy krok by uratować moje małżeństwo z Clary. Poszedłem do pokoju Tris, delikatnie zapukałem po czym wszedłem. Siedziała można by rzec, że półnaga. Szybko odwróciłem wzrok i usiadłem na łóżku koło niej.

- Przyszedłem porozmawiać – powiedziałem
- Możemy porozmawiać później – odpowiedziała zalotnie
- Nie, to jest ważne
- W takim razie mów – odparła zakładając nogę na nogę
- To koniec. Nie będziemy się już spotykać. Wracam do Clary
- COOO?! Zostawiasz mnie dla tego czegoś? - zapytała piskliwym głosikiem
- Nie dla tego czegoś tylko dla mojej żony. Spotykanie się z Tobą było błędem – wstałem i już miałem wyjść gdy Tris dodała coś na odchodne
- Pożałujesz tego – warknęła po czym opuściłem pomieszczenie kierując się do lecznicy.

Pod drzwiami spotkałem zdenerwowanego Jonathana, który doskoczył do mnie pytając co zrobiłem jego siostrze, ale Isabelle natychmiast zareagowała odciągając go. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że rozmawialiśmy kiedy zaczęła się zwijać z bólu. Nie odezwał się już ani słowem.
Po półgodzinie Magnus wreszcie wyszedł. Widać było, że badanie bardzo go zmęczyło

- Z płomyczkiem i z dzieckiem wszystko w porządku jeśli Cie to interesuje – mruknął do mnie a ja kiwnąłem mu głową w ramach podziękowań – Jonathan możesz do niej wejść
- Już idę – złapałem go za ręke patrząc prosto w oczy
- Mogę wejść pierwszy? Błagam
- Masz 10 minut, potem Cie stamtąd wyrzuce Herondale – mruknął groźnie

Wszedłem i natychmiast w kilku susach doskoczyłem do łóżka rudowłosej. Leżała i dość smutnym wzrokiem spojrzała na mnie.

- Dobrze – wypowiedziała cicho
- Co dobrze?
- Możesz wrócić – już ucieszyłem się na te słowa, ale po chwili spochmurniałem – ale nie będzie już tak dobrze jak dawniej
- Clary, przepraszam. Byłem u Tris. Zakończyłem wszystko z nią. Chce być z wami – powiedziałem po czym dotknąłem jej dłoni. Nie zabrała jej.
- 2 miesiąc
- Chcesz znać płeć jak już będzie można ją określić? - zadałem pytanie chcąc jakoś pociągnąć rozmowę
- Wiesz, chyba nie chce jej znać. Chce mieć niespodziankę – odparła posyłając mi delikatny uśmiech
- W takim razie ja też nie chce wcześniej wiedzieć. Zadbam o was, a o Ciebie szczególnie bo Cię zaniedbałem. Dopiero teraz widzę jak schudłaś i jak wyglądasz. Przepraszam – pocałowałem wierzch jej dłoni. Nie chce na nią naciskać, więc zmuszam się do wykonywania jedynie takich małych gestów choć chciałbym znów ją pocałować, ale nie powinienem.
- Muszę odpoczywać inaczej stracę to dziecko – oznajmiła niespodziewanie smutnym tonem
- Dobrze. Ja muszę już iść bo Twój brat chwilowo niezbyt chce mnie widzieć. Wypoczywaj – odparłem całując ją w skroń po czym wyszedłem.


Wybaczyć mi nie wybaczyła, a ja wcale o to nie proszę. Najważniejsze jest to, że pozwoliła mi pomóc sobie i zająć nią i dzieckiem. Teraz to są moje priorytety.


Tak wiem, rozdział średni.
Tak wiem, nie lubicie Tris (w sumie ja też nie, ale cóż :P)
Jestem świadoma tego, że cieszycie się, że Jace z Clary się zeszli
Pytanie tylko, czego oczekujecie w drugiej części mojego fanfiction, ponieważ powoli zmierzamy ku końcowi wraz z porodem Clary. Przewiduje jeszcze jakieś 2 rozdziały, a potem tydzień przerwy bym mogła ogarnąć szkołę i napisać zapas rozdziałów :P

piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 24 - To już jest koniec

~Oczami Isabelle~

Wieść o śmierci mamy Clary była tragiczna dla nas wszystkich. Potrafiła wprowadzić ciepłą i rodzinną atmosferę mimo złych i dobrych okoliczności. Oby odnalazła spokój tam gdzie teraz jest.
Na domiar złego nie wiedzieliśmy nic o tym co dzieje się z moją parabatai. Telefon roztrzaskała – z tego co mówił Jace a dodatkowo ten imbecyl zostawił ją tam zupełnie samą.
Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Przytulałam się do Jonathana, który mimo, że znał ją krótko to bardzo kochał Jocelyn. Atmosfera w pomieszczeniu była napięta i przeładowana negatywnymi emocjami

- Jak mogłeś ją tam zostawić?! - krzyknęłam w stronę złotookiego blondyna
- Zostawiłeś ją samą a jeśli coś sobie zrobi? Pomyślałeś o tym?! - kontynuował za mnie Jon
- Razjelu uchowaj – szepnął Luke tak cicho, że tylko dzięki runie można było to usłyszeć
- Nie chciała mnie wpuścić ani porozmawiać. Dobrze zablokowała wejście, nie wychodziła i nie odzywała się to co miałem robić? Teleportować się siłą umysłu? - Mam ochotę mu nogi z dupy powyrywać
- Ona sobie z tym nie poradzi.. - odparł Alec wtulając się w Magnusa
- Pachnący groszek ma rację, dodatkowo nie mamy z nią kontaktu... i nie wiemy czy została w domku czyli nie znamy miejsca jej aktualnego pobytu – mówił czarownik
- Tu jestem... - odpowiedział dziwny cichy głosik. Odwróciłam swoją głowę, a wtedy ujrzałam ją, Clary. Jej niegdyś piękne ułożone włosy są w nieładzie, zielone oczy przekrwione i zapłakane. Na twarzy promieniującej szczęściem pojawił się grymas rozpaczy. Wstałam jak najszybciej potrafiłam i rzuciłam się w kierunku przyjaciółki, ale jej reakcja mnie zabolała. Odsunęła się. Stanąwszy kilka kroków ode mnie zaczęła mówić
- Kto.To.Zrobił? - wycedziła przez zęby
- Demony, zwolennicy Valentine'a cały czas są wśród nas. Porwali ją gdy była na zakupach – odpowiedziała Maryse – powinnaś się położyć. Nie wyglądasz dobrze – dodała
- Kiedy pogrzeb?
- Za 2 dni w Alicante. Jej szczątki trafią do Miasta Kości – odparł Robert – przykro mi Clary
- Dobrze. Idę do siebie. Chcę być sama – powiedziała wychodząc z pomieszczenia
- Cholera. Nie jest z nią dobrze – mruknęłam
- Jest gorzej niż źle Izzy – dodał Alec
- Pójdę i spróbuję z nią porozmawiać – wycedził niespodziewanie Luke, który cały czas słuchał naszej rozmowy mimo wielkiego bólu w sercu.
- Powodzenia – powiedział Jace, a ja posłałam mu za to karcące spojrzenie.

Siedzieliśmy i czekaliśmy w ciszy na to co powie nam Luke dopóki nie dobiegły nas krzyki z góry i tłuczenie szkła. Zerwaliśmy się z prędkością światła i pobiegliśmy na piętro.

- Miałeś ją chronić! Teraz ona NIE ŻYJE!. Wyjdź stąd – krzyczała rudowłosa przez łzy, ale ostatnie dwa wyrazy wypowiedziała z chwytającym za serce bólem.
- Clary próbowałem ją chronić. Zrozum, że nie mogłem przewidzieć, że ona gdzieś wyjdzie gdy będe u wilkołaków
- Wyjdź. - wycedziła przez zęby

Likantrop zrezygnowawszy z dalszej próby konwersacji postanowił wyjść z jej pokoju, a za nim drzwi natychmiast się zamknęły. Niektórzy z nas stali w szoku, inni płakali a jeszcze inni byli przerażeni tym jak ta radosna i optymistyczna dziewczyna zmieniła się w ciągu 4 dni. Rozeszliśmy się do siebie. Całą noc myślałam tylko o tym jak pomóc Clary. Odpowiedź brzmiała nie da się.
Nie wiem co będzie z nią dalej ani jaka będzie.

Kolejne dni były katastrofą. Rudowłosa cały czas trenowała bardzo ciężko i nie zamieniała z nami zbyt wiele słów. Próbowałam wraz z Jonathanem, Aleciem i Magnusem z nią rozmawiać, ale jak się szybko zaczynała rozmowa tak samo szybko się kończyła. Clary odpowiedała, że jest okej, ale po jej oczach było widać, że to jej najgorszy czas w życiu.
Nocami budziła się krzycząc, płakała na całe piętro w Instytucie,a na domiar złego była wycieńczona fizycznie. Nie przyjmowała od nas żadnej pomocy, ze wszystkim chciała radzić sobie sama. Wieczorami wychodziła w stroju bojowym by po 2-3 godzinach wrócić cała umazana demoniczną posoką. Czy mogliśmy coś z tym zrobić? Raczej nie.
A Jace? Całkowicie się od niej odciął. Nawet nie sądze by na nią patrzył. Cały czas podrywa go ta nowa dziewczyna Tris. Zauważyła znakomity kąsek i szansę, więc korzystała z niej na tyle na ile mogła. Próbowaliśmy oczywiście z nim rozmawiać by zaczął wspierać Clary, ale odpowiadał zawsze " będzie mnie potrzebowała to w końcu przyjdzie". Jonathan gdy to usłyszał przywalił mu mocno kilka razy w twarz krzycząc " To Twoja żona!" i tym sposobem białowłosego musiały odciągać, aż trzy osoby bo pobił by Jace'a do utraty przytomności.
Reszta z nas, w tym Luke, odnalazła odpowiedzialnych za śmieć Jocelyn. Na jej pogrzeb przybyły dziesiątki nefilim. Konsul ułożyła prześliczną i wzruszającą przemowę. Wszyscy ubrani w białe suknie, garnitury bądź inne stroje składali rudowłosej kondolencje. Na jej twarzy nie malowało się kompletnie żadne uczucie. Tamtego dnia oglądała ciało swojej matki po raz ostatni patrząc pustym wzrokiem. Widziałam, że coś do niej mówiła, a jedna maleńka kropelka skapnęła na policzek Jocelyn. Obecni na ceremonii na sam koniec krzyknęli "Ave atque vale Jocelyn Garroway z domu Fairchild".

Wszystko trwało około 1,5 miesiąca. Clary w końcu pogodziła się ze stratą ukochanej i najbliższej jej osoby. Powoli zaczynała odzywać się częściej, mówić o swoich uczuciach a czasem nawet w jej oku pojawił się błysk mówiący "jest dobrze". Niestety nie można mieć wszystkiego. Mimo ciągłego zachęcania i jej szczerych chęci dalej nie rozmawiała z Jace'm.
Atmosfera w Instytucie była jeszcze bardziej napięta przez Tris, która nie dość że podrywała blondyna to na dodatek na nim codziennie wisiała. Pewnego dnia weszłam do kuchni i zobaczyłam tą dwójkę całującą się namiętnie przy lodówce. Straciłam wtedy jakikolwiek apetyt i zdrowo opieprzyłam swojego brata o to jak zachowuje się wobec Clary, która wciąż była jego żoną. Skutków jak nie było do tej pory tak pozostało.
Innego dnia przechodziłam koło pokoju rudej. Usłyszawszy głośny szloch postanowiłam zapukać po czym weszłam do sypialni. Zastałam ją w okropnym stanie. Przez żałobę schudła bardzo dużo a na dodatek jej ciało pokrywały liczne nowe rany, blizny a także siniaki. Wyglądała jak zupełnie inna osoba. Ścięła swoje piękne długie loki, których nigdy nie obcinała bardziej niż końcówki co kilka miesięcy, do ramion. Nową fryzurę stanowiły rude włosy do ramion, które codziennie prostowała. Na jej twarzy rzadko gościł uśmiech, więc kąciki ust lekko opadły w dół. Stała się zupełnie kimś innym.

- Clary co się stało? - zapytałam z nadzieją na odpowiedź. Usadowiwszy się przy niej i kładąc ręke na jej drobnej zabandażowanej dłoni czekałam, aż się przede mną otworzy co zaczęła robić coraz częściej po tym jak się zamknęła w sobie.
- Dla mnie to już jest koniec. Zawalił mi się świat – powiedziała obojętnie, przynajmniej próbowała by to tak zabrzmiało, ale było słychać sam smutek
- Powiesz mi o co chodzi? Clary.. proszę – ponowiłam wcześniej zadane pytanie.

Gdy otworzyła usta wydając z nich dźwięki, które układały się w litery, następnie sylaby by potem utworzyć słowa wtedy ją zrozumiałam. Zrozumiałam co się dzieje.
Mamy lekko mówiąc przejebane..

~Oczami Clary~

Załamałam się. Gdy się o tym dowiedziałam poczułam jak grunt usuwa mi się spod nóg.

- Powiesz mi o co chodzi? Clary.. proszę – ponownie zapytała czarnowłosa spoglądając na mnie swoimi pięknymi oczyma
- Nie wiem jak to powiedzieć. Bo wiesz.. ja jestem w ciąży – odpowiedziałam nie wyrażając przy tym żadnych uczuć. Uczucia są moją słabością
- Nie cieszysz się?
- Jak mam się cieszyć? Moja mama zmarła z moją siostrą lub bratem pod sercem przez świat cieni, a mój mąż ze mną nie rozmawia tylko obściskuje się na moich oczach z inną! Z czego mam się cieszyć? Powiedz mi
- Wybrniemy z tego. Damy radę jak zawsze – powiedziała chwytając moje obie dłonie w swoje

Izzy pociągnęła mnie i zaprowadziła do salonu. Po chwili pojawili się w nim Lightwoodowie, mój brat z ojczymem, Magnus oraz Jace z Tris. Serce pękało mi na miliony kawałeczków gdy tylko widziałam ich razem. Byli szczęśliwi. Tak jak ja kiedyś z nim.

- Coś się stało, że jesteśmy tu wszyscy Isabelle? - zapytała Maryse
- Mam wam coś do przekazania – odpowiedziała
- To chyba coś ważnego – mruknął jej czarnowłosy brat
- Clary – zaczęła mówić,przytulawszy mnie do siebie postanowiła kontynuować – jest w ciąży – dokończyła całując mnie w policzek.

Spuściłam głowę w dół i czekałam. Nikt się nie ucieszył, nikt mi nie pogratulował. Usłyszałam tylko przekleństwa i ciche szepty Magnusa do Aleca. Kątek oka zobaczyłam, że wszyscy spoglądają to na mnie to na Jace'a.
W końcu ktoś postanowił się odezwać. Szkoda, że była to osoba, która nie powinna się wypowiadać w tej sprawie.

- Skąd pewność, że nie kłamiesz? A może to dziecko kogoś innego? - powiedziała blondyneczka z chytrym uśmieszkiem. Mam ochotę jej go zetrzeć z jej twarzy
- Jak śmiesz? Jak śmiesz mówić takie rzeczy na temat mojej córki?! - uniósł się Luke – Jace? Spójrz na mnie. Zachowuj się jak na mężczyzne przystało.

Zupełnie nie spodziewałam się, że ON wstanie z NIĄ i wyjdzie z salonu. Wstrząsnął mną szloch, który należał do mojej osoby. Izzy szeptała mi do ucha, że będzie dobrze, że to dla niego szok i zrozumie jeszcze swój błąd.

Prawdą jest to, że nie będzie dobrze. Jonathan zaniósł mnie do łóżka, a Alec, Izzy i Magnus przynieśli mi jedzenie, oraz wodę. Czarownik sprawdził co z dzieckiem. Powiedział, że jest zdrowe, oraz że będzie bardzo silne. Ułożyłam się wygodnie, a moja rodzina była przy mnie. Ale nie było Jace'a. Kolejny raz dzisiaj wybuchłam płaczem. Magnus próbował wpłynąć na mnie i dać mi spokojny sen. Dzięki Bogu udało mu się to a ja mogłam cieszyć się tym, że wreszcie śpie, a koszmary mi nie zagrażają.